Tragiczny przypadek Byun Baekhyuna - Rozdział 15








Jak zwykle leżałem na swoim łóżku. Lada moment miał pojawić się Chanyeol. Chciałem z nim spędzić więcej czasu, nadrobić dni, w których byliśmy od siebie oddaleni. Choć zdaję sobie sprawię, że z pewnością takie chwile jeszcze pojawią się w naszym związku. W końcu niedługo skończymy liceum i każdy z nas wybierze inną uczelnie. Ja na pewno mam zamiar się dobrze uczyć i zostać kimś ważnym. Nie mam pojęcia jakie plany ma Chanyeol, ale sądzę, że nie brakuje mu ambicji. Mimo wszystko zdobył moje serce, więc charyzmy ma pod dostatkiem. Chyba nie ma się co nad tym rozwodzić. Przecież wystarczy zapytać o jego plany.

Kiedy usłyszałem dzwonek do drzwi natychmiast zerwałem się z łóżka i jak najprędzej pobiegłem je otworzyć. Ujrzawszy osobę czekającą na zewnątrz, myślałem, że się przewidziałem. Zjechałem wzrokiem na buty gościa. Były to bardzo eleganckie lakierki. Czarny garnitur opinał się lekko na umięśnionym ciele. Na twarzy gościł szeroki uśmiech, a duże, brązowe oczy przysłaniała biała grzywka.

- Chanyeol, ty osiwiałeś! - Wybuchnąłem śmiechem, kiedy zobaczyłem jego minę.

- Ten związek mnie bardzo stresuje Baek. - Powiedział śmiertelnie poważny. Przyznam szczerze, że już nie było mi do śmiechu, a w mojej głowie zagościło milion myśli.

- Ale.. jak to? O co ci chodzi? - Zapytałem przerażony, patrząc mu głęboko w oczy.

- Baek... - westchnął - Ja.. Nie. My.. chyba nadszedł czas.

- Jaki czas? Boże, Chan czy ty ze mną zrywasz? - Zostałem sparaliżowany tą myślą. Chyba pobladłem, bo nagle zrobiło mi się słabo. Kiedy już miałem opaść bezwładnie na podłogę, ogarnął mnie zewsząd donośny śmiech Chanyeola.

- Baekki żałuj, że widziałeś swojej miny. - Mój chłopak śmiał się w najlepsze, a ja już nie wytrzymałem. Zdjąłem swojego kapcia z króliczkiem i rzuciłem prosto w twarz tego idioty. Chan natychmiast się ogarnął i widząc moje spojrzenie zrobił krok do tyłu. Oj tak, bój się mnie skarbie. - Przepraszam, ale nie mogłem się powstrzymać. Nie musiałeś podchodzić do tego tak agresywnie. - Westchnął, drapiąc się po karku.

- Ja jestem agresywny. - Zauważyłem. - Już zapomniałeś jak podbiłem ci oko?

- Nigdy ci tego nie zapomnę. - Spiorunował mnie wzrokiem. To zabawne, jeśli myśli, że robi to na mnie wrażenie. - W każdym bądź razie szykuj się.

- Na co niby? Sądząc po twoim wyglądzie spodziewam się, że pracujesz dla mafii i chcesz mnie porwać.

- Nie znasz się na elegancji Baek. Jedziemy do mnie na obiad! Wreszcie oficjalnie poznasz moich rodziców, nawet moja siostra przyjechała. - Opowiadał z uśmiechem i błyskiem w oczach, a ja nic nie mówiąc zdjąłem drugiego kapcia i zdzieliłem go po głowie. - Aish! - syknął, bardziej ze zdziwienia niż z bólu. - Za co?!

- Jesteś kretynem! - Sam nie rozumiejąc jakim cudem umawiam się z kimś takim, mentalnie walnąłem się w czoło. - Mogłeś mi wcześniej powiedzieć o swoich planach. Teraz wyglądam jak sierota, a w dziesięć minut nie zamienię się w księcia, jak kopciuszek.

- Kopciuszek to dziewczyna. - Poprawił, doprowadzając mnie tym do niesamowitej irytacji. Krew moich żyłach się gotowała i jedno nieodpowiednie słowo może spowodować mój wybuch. - Poza tym, ty zawsze wyglądasz cudownie Baekhyun... - Jednak nie jest taki głupi. - .. zwłaszcza nago. - Trzymajcie. Mnie. Bo. Nie. Ręczę. Za. Siebie!

- Gdzie są moje kapcie? - Zapytałem, zaciskając mocno zęby. Kiedy Chanyeol mi je podał, od razu zrobiłem z nich pożytek. Okładałem nimi Chana, dopóki mama nie przyszła, zaalarmowana dziwnymi dźwiękami.

- Matko Boska, co ty robisz Baekhyun? Czy to Chanyeol? - Zapytała przypatrując się tej skulonej kolumnie.

- Nic się nie dzieje mamo, możesz już iść. - Oznajmiłem, dalej bijąc mojego chłopaka.

- Dzień dobry pani Byun - Przywitał się idiota. - Przyszedłem zabrać Baeka na rodzinny obiad. Czy może pani przygotować mu jakieś eleganckie ubrania?

- Oczywiście skarbie, a ty - wskazała palcem na moją osobę - przestań się nad nim znęcać. Jeszcze się do ciebie zrazi.

- Nie bój się mamuś. Channie mnie kocha, ja też go kocham, ale mam dziwny sposób okazywania miłości. Wszystko jest w jak najlepszym porządku.


***


Stałem z Chanyeolem pod jego domem. Niedługo mam poznać jego rodziców i nie ukrywam, stresuje się jak cholera. Mój chłopak szczerzy się od ucha do ucha, a ja zaraz zemdleje. Moja mama kazała mi założyć białą koszulę i garnitur, ale i tak czułem się jak ofiara losu w porównaniu do Chana.

- Channie, właściwie to dlaczego masz białe włosy? - Zapytałem, uświadamiając sobie, że wcześniej nie zwróciłem na to większej uwagi.

- To platyna - Poprawił mnie po raz drugi tego dnia. - I wiesz Baekki. Odkryłem, że mam szalonego chłopaka o fioletowych włosach, więc nie mogę być gorszy. Też chciałem zaszaleć, może za tydzień zrobię sobie żółte.

- Co to, to nie! - Zaprotestowałem. - Nie pozwolę ci nosić kurcząt na głowie.

- Jakich znowu kurcząt?

- Ej, Channie.

- Tak?

- Ćpałeś coś?

- Nie, a czemu?

- Bo twój mózg pracuje gorzej niż zazwyczaj. - Wystawiłem mu język i ruszyłem przed siebie. Zaraz po tym Chan mnie dogonił i objął ramieniem, a cały stres zniknął w magiczny sposób.



Teraz staliśmy przed drzwiami, czekając aż ktoś otworzy, ponieważ mój idiota zapomniał zabrać ze sobą kluczy. Nie trwało to długo, bo otworzyła nam jakaś dziewczyna. Miała długie, brązowe włosy sięgające jej do pasa. Jej oczy wydały mi się strasznie nienaturalne. Ich kształt zdecydowanie różnił się od pozostałych, a podwójna powieka była zbyt widoczna. Niebieskie soczewki były już przesadą, ale obiektywnie patrząc była piękna. Jeśli chodzi o subiektywną opinię, to nie jest aż tak pozytywna. Seolhyun jest od niej lepsza. Dziewczyna chyba wyczuła, że się jej przyglądam i natychmiast wyjaśniła.

- Tak, miałam masę operacji plastycznych. - Zaśmiała się, a ja nadal patrzyłem na nią oniemiały. Nigdy nie pomyślałbym, że ktoś może być aż tak szczery, zwłaszcza jeśli chodzi o dziewczyny. - A przy okazji, nazywam się Park Boom, jestem siostrą Chanyeola. - Podała mi rękę, sprowadzając mnie na ziemię.

- Jestem Byun Baekhyun, chłopak Chana. - Uścisnąłem jej dłoń, kłaniając się lekko.

- Fajnie, że się zapoznaliście, ale może wpuściłabyś nas do domu? - Odezwał się dotąd milczący białowłosy.

- No wiesz co Channie? Nie widzieliśmy się jakieś dwa lata, a ty tak mnie witasz? - Oburzyła się.

- Jasne, poprawię się w przyszłości. Gdzie rodzice?

- Przykro mi, ale wypadło im coś w firmie. Nie martw się Baekhyun, niedługo ich poznasz. - Posłała mi dziwny uśmieszek. - A w między czasie możemy porozmawiać. Więc jak to z wami jest?

- Nie rozumiem pytania. - Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, a Chanyeol schował głowę za dłońmi.

- No przecież wiesz. - Zaśmiała się, siadając na kanapie. Poklepała miejsce obok siebie, a ja usiadłem obok. - Kto jest na górze? - Jedno pytanie spowodowało, że stałem się czerwony jak burak. - Wydaje mi się, że nie dominujesz w tym związku. - Oznajmiła, a ja usłyszałem śmiech Chanyeola i głośnie chrząknięcie. Niestety nie należało ono do Boom.

- Witam Baekhyun. Mam nadzieję, że nie czekałeś zbyt długo. - Odezwała się pani Park, będąc lekko zażenowaną. Koło niej stał pan Park, a ja chciałem wyskoczyć przez okno. To, że znajdowaliśmy się na piętrze nie miało znaczenia. Lepsze połamane kości niż rozmowa o seksie z prawdopodobnie przyszłymi teściami.









Komentarze

Popularne posty