Linia siódma - Przewrotny los

Od autora: Ehh sama nie wiem co to jest. Chyba już wypaliłam się z pomysłów. Krótki rozdział. Opisów jak zwykle nie ma, ale i tak zachęcam ciekawskich do przeczytania. No i z góry przepraszam za błędy ;-;








- Baekhyun! - zawołał beztrosko Chanyeol - co u ciebie słychać? Słyszałem, że jesteś całkiem dobry z matematyki. Może pomógłbyś mi odrobić prace domową?

- Mam ci pomóc? - prychnął Byun - zapomnij o tym przerośnięty dzieciaku. Nie mam ochoty z tobą przebywać. - po tych słowach próbował ominąć Chanyeola, ale ten złapał go za ramię. Następnie popchnął go tak, żeby stał w tam samym miejscu co wcześniej. Chłopak nie spodziewał się tego, stracił równowagę i uderzył się o ścianę. Całe to zdarzenie przyciągnęło tłum gapiów, którzy liczyli na dalszy ciąg akcji

- O nie kochaniutki. Nie zrozumiałeś mnie. Nie mam zamiaru się z tobą uczyć. Po prostu będziesz odrabiał za mnie matme - powiedział dumnie wypinając klatkę piersiową do przodu. 

- Nie, to ty nie zrozumiałeś! - Baekhyun stracił nad sobą panowanie - nie mam zamiaru pomagać takiemu idiocie jak ty. Jeśli myślisz, że możesz robić to co ci się żywnie podoba, tylko dlatego, że jesteś jakimś żałosnym postrachem szkoły, to się grubo mylisz. Nie masz tu nic do gadania. To nie jest najlepszy dzień na twoje durne zaczepki. A teraz zjeżdżaj mi z drogi, bo  nie mam ochoty na oglądanie twojej paskudnej gęby - chłopak ruszył przed siebie, nie przejmując się osobami, śledzącymi każdy jego ruch. Nie obchodziło go to, co sobie o nim pomyślą. Miał już dość tego ciągłego chowania się po kątach. Teraz Sehun wrócił i trzyma Chanyeola krótko, więc ten nic nie może mu zrobić.

     Baekhyun był tak pochłonięty we własnych myślach, że nie zauważył jak Chanyeol cały zbladł. Na szczęście w pobliżu był Sehun wraz z Jongsukiem, którzy przyglądali się całej tej sytuacji. Chwycili go za ramiona i pomogli Yeolowi dostać się na zewnątrz, żeby trochę ochłonął. 

      Chłodne powietrze zburzyło ich misternie ułożone fryzury, ale w tym momencie wygląd się nie liczył. Chanyeol był kompletnie zszokowany. To tak jak, jakby przez całe życie myślał, że je mięso, gdy w rzeczywistości byłyby to ryby.

- Ej w porządku stary? - zapytał zmartwiony Sehun - nie wyglądasz najlepiej.

- Chłopaki właśnie przeżyłem coś niesamowitego - powiedział cały w skowronkach.

- Brałeś coś? - zdziwił się Jongsuk- przecież ty tylko gadałeś z divą.

- Z kim gadał? Przecież to był Baekhyun - stwierdził po chwili Sehun

- Aish ale jesteś niekumaty. Mówimy tak na Byuna odkąd zaczął się ubierać jak baba.
- No coś ty- zirytował się Hun - on ubiera się normalnie!

- Zostawcie mojego Baekhyuna w spokoju  - Chanyeol sprowadził kłócących się chłopców na ziemie, jednocześnie sam nie rozumiejąc co się dzieje.

- Twojego? - zapytał zaskoczony Sehun - co ty do jasnej cholery gadasz? 

- Ohh, jak słodko. Ktoś tu się zakochał - stwierdził roześmiany Jongsuk 

- Chyba żartujesz, wcale go nie kocham. Po prostu jestem w szoku i gadam głupoty.

- To świeże powietrze ci szkodzi chłopie, wróćmy na stołówkę - zaproponował Sehun.



      Na sali już nie było gapiących się ludzi.Wszyscy w ciszy jedli swój obiad. Jeden chłopak siedział na podłodze, oparty o filar. Miał podkurczone nogi i wyglądał przez oszklone drzwi. Sehun od razu rozpoznał Luhana. Powoli podszedł tam i usiadł obok niego.


- O czym myślisz? - zapytał spokojnym głosem. Mimo to Luhan wzdrygnął się i spojrzał zaskoczony na chłopaka.

- Zastanawiam się kim ty tak naprawdę jesteś.- Powiedział patrząc prosto w oczy Sehuna.

- Może ci powiem, ale nie teraz. Masz może czas dziś popołudniu? Znam świetną kawiarenkę, w której sprzedają pyszne bubble tea. 

- Myślę, że znajdę dla ciebie chwilkę - Jak powiedział, tak wstał i wyszedł ze stołówki. Zostawił uśmiechniętego Sehuna samego.


*** 



        Na lotnisku było bardzo dużo osób. Ludzie przemieszczali się w te i z powrotem. Akurat przyleciał jakiś samolot. Mnóstwo nieznajomych osób z niego wysiadło. Grono stewardess z wymalowanym, sztucznym uśmiechem na ustach grzecznie żegnały się z pasażerami. Rodzimy płacząc ze szczęścia witały się z najdroższą im osobą, której nie widziały przez jakiś czas.


        Baekhyun przyglądał się temu wszystkiemu z tyłu. Jego najlepszy przyjaciel z dzieciństwa miał przylecieć za jakieś 15 minut . Chłopak był przerażony. Nie wiedział czego ma się spodziewać, jak zareagować. Od tego nagłego telefonu zaczął się martwić o swojego kumpla. Przecież on miał zamiar osiedlić się w USA i już nigdy nie wracać do Korei. Chciał napisać tam świetną książkę, która otworzyłaby ludziom oczy na całym świecie. Widocznie coś nie wypaliło, tylko Byun nie wiedział jeszcze co.

       Chłopak opierał się o barierki i obserwował wychodzących ludzi z samolotu. Gdy większość ludzi już się rozeszła Byun stracił nadzieję. Już chciał się odwrócić i pójść do domu, ale nagle rozpoznał nieokiełznaną, czarną czuprynę swojego przyjaciela. W tamtym momencie jego serce na chwilę zatrzymało się, żeby potem bić dwa razy szybciej. 
- To on - wyszeptał tak cicho, że nikt nie mógł go usłyszeć. Chłopak energicznym krokiem zmierzał w jego stronę. Zmienił się. Jego twarz wydoroślała, a gdy się uśmiechał  jego oczy robiły się małe, jak ziarenka ryżu. Miał na sobie luźne szare dresy i czerwoną bejsbolówkę. Za sobą ciągnął, stosunkowo małą, czarną walizkę. Gdy złapał kontakt wzrokowy z Baekhyunem prawie pisnął i ruszył biegiem w jego kierunku.

- Hyung! Nawet nie wiesz jak za tobą tęskniłem!- krzyczał na całe lotnisko, przyciągając tym wzrok ludzi. 

- Ja za tobą też - powiedział słabo, ale potem ocknął i przytulił chłopaka z całej siły - Życie bez ciebie było okropne, Bobby.



***

-Sehun? Z tej strony Luhan. Wybacz, ale nie mogę się dziś z tobą spotkać. Coś ważnego mi wypadło. Na pewno kiedyś porozmawiamy. Musimy. Ale to nie jest odpowiedni czas. Zdzwonimy się jeszcze ok? Miłego dnia 

    Automatyczna sekretarka przestała mówić. Sehun leżał na łóżku i wpatrywał się w sufit. Zastanawiał się co jest dla Luhana ważniejsze od poznania jego sekretu.

- Może Lu wpadł w kłopoty? - mówił sam do siebie - Nie to na pewno nie to. On jest bardzo mądry. Na pewno w nic się nie wplątał.




***


          Następnego dnia w szkole pojawienie się nowego ucznia wywołało małe zamieszanie. Chanyeol przyglądał się mu uważnie. Irytował go. Cały czas był przyklejony do Baekhyuna i nie miał zamiaru się odczepić.

- Głupi dzieciak - warknął Chan.

- Stary, coś ty taki zazdrosny, hmm? - Jongsuk nie byłby sobą, gdyby nie zaczął dokuczać swojemu przyjacielowi.

- Zamknij się i mi pomóż. Wylej coś na Baeka, żeby poszedł do łazienki i jakoś ... -niedane mu było skończyć, bo chłopak już ruszył się ze swojego miejsca - pieprzony jasnowidz - prychnął Chanyeol 

       Niedługo po wymyśleniu tego wspaniałego planu, Baekhyun pobiegł do łazienki, a Bobby został zatrzymany przez durnowatego Lee. Chanyeol od razu złapał okazję na zostanie z Byunem sam na sam. Wszedł do łazienki, akurat kiedy Baek czyścił swoją koszule. Po jakiejś minucie skończył wykonywać tą czynność i chciał wyjść. Niestety w drzwiach natknął się na Chanyeola. Trzeba przyznać, że wielkolud wyglądał inaczej, niż zazwyczaj. Jego oczy błyszczały i jednocześnie były nieobecne. Chan zrobił krok w kierunku Baekhyuna, potem kolejny. Biedny Byun został zmuszony do oparcia się o ścianę, bo nie miał już gdzie się cofnąć. Nagle dłonie Chanyeola znalazły się między jego głową, już kompletnie odgradzając drogę ucieczki. Starszy lekko nachylił się nad swoją ofiarą, która była w szoku. Byun nie wiedział co Park zamierza zrobić. Czuł na swoim policzku jego spokojny oddech. Chan patrzył się mu głęboko w oczy, aż w końcu pochylił się jeszcze bardziej i zaatakował usta Baekhyuna. Pocałunek był gwałtowny i namiętny, ale młodszy był zbyt sparaliżowany, żeby cokolwiek zrobić. W końcu, gdy Chanyeol odsunął się Baekhyun wrócił na ziemię. Uśmiechnął się delikatnie i zrobił krok w stronę wyższego. Chan domyślił się, że chodzi o kolejny pocałunek. Musiał być bardzo zszokowany i rozczarowany, gdy Baek zamachnął się i ze wszystkich sił uderzył go małą pięścią. Park stracił równowagę i upadł na zimne kafelki. Z jego nosa zaczęła sączyć się czerwona ciecz.

- Czesz powtórkę? - zapytał triumfalnie Baekhyun - Lepiej się do mnie nie zbliżaj, bo nie skończy się tylko na tym.

- Sugerujesz, że następnym razem będziemy robili coś fajniejszego? - zapytał zakrwawiony chłopak z szerokim uśmiechem na twarzy. Baek pokręcił tylko zirytowany głową i wyszedł z pomieszczenia.

    Chanyeol nigdy nie spodziewał się, że ten mały pieronek na tyle siły. Chyba złamał mu nos, bo strasznie bolało. I gdyby do łazienki nie przyszedłby Jongsuk to Chan nadal leżałby na podłodze. Oczywiście Jong musiał skomentować sytuację swojego przyjaciela.

- Stary, chyba nie spodziewałeś się ,że miłość jest aż tak bolesna, co nie? - zapytał rozbawiony - Nie bój się, to dopiero początek twoich męczarni. Bobby postanowił, że zadba o Baekhyuna.

Komentarze

  1. Ale wzięło Chanyeola. Nie spodziewałam się, że chłopak dostanie olśnienia i zacznie się ślinić na widok Baekhyuna. Niestety przed nim bardzo długa droga do serca chłopaka. W ogóle pojawiła się jeszcze jedna, bardzo poważna przeszkoda. Bobby może być wielkim problemem dla zakochanego Chanyeola. Jednak wierzę, że jakoś mu się uda!
    Pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Chanyeol będzie musiał walczyć o Baeka^^ A to nie będzie łatwe^ I na dodatek ten Bobby:>
    Pozdrawiam i życzę weny ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. hejo /macha/, nominowałam Twojego bloga do Liebster Award, więcej info tutaj: http://xiuhanland.blogspot.com/2015/05/liebster-award.html#more

    OdpowiedzUsuń
  4. W końcu Baek postawił się Chanowi. Brawo! Przyjaciel z dzieciństwa wywołał zazdrość u Parka. Wiedziałam,że tak będzie. :3 W dodatku ta akcja w łazience, biedny Yeol myślał, że rozkocha w sobie tym jednym pocaunkiem Byuna, ale ten się nie dał. Widać, że miłość jest bolesna. xD
    Weny życzę w tworzeniu, bo opowiadanie bardzo dobre i pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty