3 - Nowy legion.
Sehun w końcu znalazł czas na grę ze swoim klerykiem. Postanowił nie pytać o Luhana i po prostu cieszyć się chwilą spędzoną z kompanem. Mieli duże zaległości, niektóre eventy już się kończyły, więc musieli się pospieszyć. Jeden z nich wymagał udziału całego legionu, ale oferował ciekawe nagrody, dlatego szkoda byłoby nie skorzystać.
- Lunni, skąd weźmiemy legion? - Zapytał zrezygnowany wojownik.
- Może po prostu jakiś założymy? - Odpowiedział pytaniem na pytanie. - Jestem pewien, że każdy będzie w stanie poświęcić wszystko, żeby należeć do mojej gildii. - Stwierdził.
- Skromny jak zawsze. - Zaśmiał się chłopak.
- Hun, teleportuj się do miasta. - Polecił kleryk. - Tam ogłosimy nabór do legionu.
- Ej, nie jesteś zbyt pozytywnie nastawiony? Zazwyczaj osoby, które mają zbliżony level do naszego, posiadają już legion.
- Bądź cicho i się mnie słuchaj. - Zirytował się Luhan. - Mam większe doświadczenie od ciebie, więc po prostu wykonaj moje polecenie.
Jak powiedział, tak udali się na rynek, na którym było zgromadzone mnóstwo ludzi. Większość z nich chowała się w bezpiecznej strefie, ponieważ rifty były otwarte i gracze innej rasy mogli swobodnie atakować. Kleryk udał się na główną scenę, przy której zazwyczaj wisiały ogłoszenia. Zmienił swoją żelazną zbroję na śnieżnobiałą, długą szatę i błękitną pelerynę, której wojownik nigdy nie widział. Na jego głowie pojawiła się srebrna korona, a w ręku dzierżył czarną laskę. Zainteresowani gracze zebrali się wokół sceny. I czekali na dalszy rozwój akcji.
- PROSZĘ WSZYSTKICH O UWAGĘ - krzyczał, aby każdy go usłyszał. - Wraz z moim zaprzyjaźnionym wojownikiem stworzyliśmy gildie i planujemy przejść duży event. Czy jest ktoś chętny do nas dołączyć?
- Ja! - Zgłosił się mały czarodziej. - Mój towarzysz-strzelec też jest chętny.
- Ja też bym chciał! - zawołał kantor.
- Mnie też możesz dodać. - Odezwał się bard.
- Legion bez zwiadowcy jest nudny, pisze się na to. - Stwierdziła postać, która stała w tyle.
- Zabójca też się wam przyda Lunni. - Oznajmił gigantyczny asasyn.
- No więc mamy grupę. - Uśmiechną się kleryk. - A nie mówiłem Hun?
- Nadal nie rozumiem dlaczego aż tyle osób się zgłosiło. I nie mam zielonego pojęcia skąd cię znają.
- Każdy go zna. - Rzekł strzelec. - W końcu jest pierwszy w rankingu, każdy oddał by wszystko, żeby z nim zagrać.
- No właśnie. - Chłopak zaśmiał się. - A teraz musimy ustalić nazwę legionu. Może Stranger?
- Czemu tak? - Zapytał bard. - Trochę dziwne.
- No weź, to mi się kojarzy z czadową dramą! - Oburzył się Lunni.
- Dobra, niech ci będzie. - Zgodzili się gracze.
- Od kilku miesięcy próbuję cię rozgryźć, ale naprawdę nie wiem co siedzi w twojej głowie. - Stwierdził Hun
W ten oto sposób powstała rewelacyjna gildia Stranger, mająca następujących graczy:
Założyciel - Lunnie07; Klasa - Kleryk; Poziom - 85
Centurion - Hun17; Klasa - Wojownik; Poziom - 79
Rekrut - Bunny4; Klasa - Czarodziej; Poziom - 76
Rekrut - Channy61; Klasa - Strzelec; Poziom - 74
Rekrut - Pandzia68; Klasa - Bard; Poziom - 72
Rekrut - Malarz00; Klasa - Asasyn; Poziom - 80
Rekrut - Lays10; Klasa - Kantor; Poziom - 77
Rekrut - Jummy7; Klasa - Zwiadowca; Poziom - 81
- Dobra skoro to mamy załatwione, to ustalmy termin wyprawy na bosa. - Odezwał się założyciel. - Teraz jest już późno, a na tygodniu mam wykłady do 17.
- Ja też. - Odezwał się Hun. - A w sobotę idę na ważne spotkanie.
- Może w piątek o 19? - Zaproponował kantor.
- Człowieku, piątkowe wieczory są od imprezowania. - Stwierdził asasyn.
- Co powiecie na niedziele? - Zapytał czarodziej. - No chyba, że macie w planach obiadek u babci.
- Mnie pasuje. - Odezwał się kleryk.
- Niech będzie. - Zgodził się zwiadowca. - Odwiedzę babcię za tydzień.
- Więc nikt nie ma nic przeciwko. - Podsumował strzelec, a cały legion potwierdził jego słowa. - To ustalone, idę wkuwać biografię kompozytorów, bo mam we wtorek sprawdzian. Do zobaczenia w niedziele. - Pożegnał się.
- Ja też będę leciał. - Oznajmił bard. - Jest noc zakupów w Seulskiej galerii, zaraz mi wszystko wykupią. - Stwierdził -Trzymajcie się.
*
Gdy Luhan się wylogował zauważył, iż ma kilka nieodebranych połączeń od matki. Nie uśmiechało mu się za bardzo do niej oddzwaniać. Stwierdził, że jeśli ma coś ważnego do powiedzenia to zadzwoni jeszcze raz. Jednak chłopak popełnił błąd, bo zamiast niegroźnej rozmowy telefonicznej musiał się zmierzyć z mamą twarzą w twarz.
- Boże, Luhan znowu żyjesz w chlewie. - Stwierdziła elegancko ubrana kobieta, trzymając w ręku kilka torebek z zakupami.
- Ciebie też miło widzieć. - Prychnął. - Co cię do mnie sprowadza?
- Dostałam zaproszenie na rodzinny bankiet. - Oznajmiła z kwaśną miną. - Niestety ty też tam musisz być.
- To my jesteśmy rodziną? - Zdziwił się chłopak. - W końcu się przyznałaś do posiadania syna?
- Koleżanka się czepiała, że mam brzydkie rozstępy na brzuchu. Musiałam się bronić. - Rzekła. - Nie mogę pozwolić, żeby przez ciebie krytykowali moje ciało.
- Nie moją winą jest to, że o siebie nie dbałaś.
- Nie ważne. - Uciszyła go matka. - Przyniosłam ci garnitur, bo znając życie przyniósłbyś mi wstyd, jakbyś sam wybierał strój.
- Dziękuję ci bardzo, twoja pomoc jest nieoceniona. - Burknął sarkastycznie. - Coś jeszcze? Jestem zajęty.
- Ciekawe czym. - Parsknęła. - Przyjedziemy o ciebie w sobotę o 17. Masz nie przynieść nam wstydu i się dobrze zachowywać, zrozumiano? Chyba nie chcesz wyjść na nieudacznika.
- Nie martw się, nie zrobię większej wiochy niż ty. - Zauważył uszczypliwie. - Możesz już iść.
- Za jakie grzechy mi się taki syn trafił. - Westchnęła i bez pożegnania wyszła z pokoju.
*
Idąc korytarzem trafiła na Sehuna, który jak zwykle miał nienaganne maniery.
- Dobry wieczór pani Kang. - Przywitał się.
- Oh dobry wieczór Sehunie. Nie miałam pojęcia, że mieszkasz w tym akademiku. - Oznajmiła kobieta.
- Nie mieszkam. - Poprawił ją chłopak. - Przyszedłem po notatki do mojego znajomego. Jestem tylko ciekaw co panią tu sprowadza.
- Przyszłam odwiedzić syna. - Powiedziała ze sztucznym uśmiechem.
- Nigdy nie miałem okazji go poznać. - Stwierdził. - Czy wybiera się może na bankiet?
- Własnie w tej sprawie u niego byłam. Mam nadzieję, że się zaprzyjaźnicie, a teraz mi wybacz, ale jestem umówiona u kosmetyczki.
- W takim razie nie przeszkadzam, do widzenia. - Ukłonił się.
- Tak, do zobaczenia. - Pożegnała się kobieta, mijając chłopaka.
Sehun już nie mógł doczekać się weekendu. W końcu będzie miał okazję rozwiać wszystkie wątpliwości i spotkać swojego przyjaciela. Był tym bardzo podekscytowany. Na wypadek, gdyby mu się nudziło mógł porozmawiać z klerykiem na temat niedzielnego eventu. Lepiej być nie mogło.


Komentarze
Prześlij komentarz