4 - To jest mój kleryk?!
Luhan ubrany w smoking przeglądał się w lustrze. Wyglądał nieziemsko. Czarny garnitur był do niego idealnie dopasowany i kontrastował z jego białymi włosami, które były misternie ułożone za pomocą żelu. Z uroczego chłopaczka przerodził się w przystojnego mężczyznę.
Zerknął na zegarek. Za 5 minut mieli po niego przyjechać, więc powolnym krokiem udał się przed akademik. Niedługo po tym podjechał czarny mercedes, do którego wsiadł Luhan. Spodziewał się, że w środku zastanie swoich rodziców, ale o dziwo nie było tam nikogo prócz kierowcy.
- Czemu jadę sam? - Zapytał starszego mężczyznę.
- Pana matka o to prosiła. - Odpowiedział krótko.
Dalsza droga minęła w kompletnej ciszy. Chłopak liczył mijane przez samochód latarnie, które oświetlały jezdnie. Było ich naprawdę dużo, a gdyby zgasły utrudniłoby to kierowcom życie. Gdy pojazd skręcił w wąską uliczkę Luhan domyślił się, iż są już blisko. Jego oczom pokazał się zadbany, oświetlony trawnik, który zdobiła wielka fontanna. Niedługo po tym zobaczył dużą rezydencje, a samochód się zatrzymał. Kamerdyner otworzył mu drzwi, a chłopak zgrabnie wyszedł z pojazdu na czerwony dywan. Student był w szoku, nie spodziewał się, że to będzie aż tak uroczysty bankiet, chociaż mógł domyślić się, że tak drogi smoking znanej marki nie byłby przeznaczony na zwykłą imprezę.
- Zaprowadzę pana na salę. - Oznajmił przystojny chłopak przypominający kelnera. Jego ciemna karnacja i szarmancki uśmiech sprawiały, że był jeszcze bardziej atrakcyjny.
- Dziękuję. - Uśmiechnął się Luhan. - Właściwie z jakiej okazji ten bankiet?
- Naprawdę pan nie wie? - Zdziwił się młodzieniec. - Prezes Oh pragnął bliżej poznać zamożnych ludzi, a przy okazji pani Kang chciała przedstawić wszystkim swojego syna. - Tłumaczył.
- Co za sprytny babsztyl. - Prychnął.
- Z całym szacunkiem, ale nie powinien się tak odnosić do damy. - Upomniał go. - Zwłaszcza, że niedawno odzyskała syna.
-Proszę jej nie słuchać. - Oznajmił chłopak i przekroczył drzwi posiadłości, zostawiając osłupiałego kelnera.
Sala w której się znajdował była niesamowita. Wielkie, kryształowe żyrandole nadawały elegancji pomieszczeniu. Jasna posadzka, kremowe ściany i duże okna sprawiały, że człowiek czuł się tu jak w zamku. Szerokie schody, które były obok Luhana prowadziły sali balowej. Grupy osób zawzięcie dyskutowały na jakiś temat. Student zauważył w tłumie znajomą postać. Wysoki chłopak wyglądał tak samo, jak za czasów gimnazjum. Te same odstające uszy i szeroki uśmiech. Przez te kilka lat trochę zmężniał. Wskazywał ręką niewielką rzeźbę, opowiadając o niej Sehunowi. Luhan zaraz, gdy go zobaczył miał ochotę się stąd ewakuować. Niestety nie było mu to dane, bo przeszkodziła mu w tym matka.
- Proszę wszystkich o uwagę. - Zaczęła. - Chciałabym państwu przedstawić mojego drogiego syna. Luhan, podejdź proszę. - Zawołała, a on wykonał jej polecenie.
Czuł na sobie wzrok wszystkich zgromadzonych. Zerknął na Sehuna, który wyglądał na niezadowolonego, a jednocześnie zszokowanego. Mimowolnie odwrócił wzrok. Z jednej strony chłopak był niesamowicie interesujący, ale też irytujący. Luhan nie lubił, jak ktoś w jego towarzystwie się wywyższał. Niestety codziennie musiał wpadać na aroganckiego chłopaka. Jego uczucia do niego były skomplikowane.
- Dobry wieczór państwu. Nazywam się Kang Luhan, to zaszczyt przebywać w takim towarzystwie. - Przywitał się ze sztuczną grzecznością.
Zaraz po tym uwagę tłumu odwrócił pokaz sztucznych ogni, które było doskonale widać przez wielkie okna. Luhan postanowił się gdzieś zaszyć, z dala od tych snobów. Zauważył kelnera, który rozmawiał z chłopakiem o ślicznych oczach. Stwierdził, że najlepiej będzie do nich podejść. Już zmierzał w ich stronę, kiedy coś, a raczej ktoś go zatrzymał.
- Lunni. - Usłyszał znajomy głos i natychmiast zareagował na swój pseudonim. Teraz stał twarzą w twarz ze zdenerwowanym Sehunem.
- Skąd wiesz jak się nazywam? - Zapytał zdziwiony.
- Kurwa nie wierzę! - Wybuchnął przy okazji zwracając uwagę wszystkich dookoła, którzy zostali zaalarmowani nagłym przekleństwem.
- Nie rozumiem o co ci chodzi. - Oznajmił przestraszony chłopak.
- Jest tyle ludzi na świecie. Tylu wspaniałych graczy, ale to ty musiałeś być moim klerykiem. Co ja takiego źle zrobiłem?! - Wzniósł ręce do góry.
- Sehun uspokój się. - Powiedział głębokim głosem Chanyeol, wtrącając się do rozmowy.
- Jak ja mam się uspokoić?! Wszystkie moje plany i marzenia spaliły na panewce!
- Chciałbym wam przypomnieć, że też tu jestem. - Zirytował się Luhan. - Jak tak bardzo przeszkadza ci moja osoba to droga wolna, nie trzymam cię. Po prostu jesteś strasznym ignorantem, skoro po kilku miesiącach "twój kleryk" stał się gorszy,tylko dlatego, że ja nim jestem.
- Nie obchodzi mnie, co myśli taka ofiara losu jak ty! - Przesadził.
- Pieprz się Oh Sehun, zostań żałosnym człowiekiem. Jak na razie jesteś na dobrej drodze. - Zdenerwował się.
- Luhan, jak ty się wyrażasz? To nie przystoi na dżentelmena. - Upomniała go matka.
- Wiesz, co? W dupie mam te bankiety. Już nie mogę patrzeć na twoją sztuczną mordę! - Krzyczał, wyrwany z równowagi.
- Później porozmawiamy. - Stwierdziła kobieta. - Zapomnę o tej sprawie, tylko się uspokój.
Luhan tylko westchnął zrezygnowany. Odwrócił się, posyłając Sehunowi pełne nienawiści spojrzenie i udał się do wyjścia. Minął kelnera, który patrzył na niego, jak na ducha i wyszedł na zewnątrz. Panował już mrok, a Luhanowi nie bardzo to odpowiadało. Postanowił zadzwonić do kierowcy jego rodziców. Poprosił, aby odwieźć go do akademika. Mężczyzna poinformował, że będzie za 15 minut. Chłopak musiał poczekać, więc usiadł na ławce przed rezydencją.
- Przepraszam. - Usłyszał za sobą. - Kang Luhan?
- Tak? O co chodzi? - Był zaskoczony widokiem uroczego blondyna w czarnym garniturze.
- Um, nazywam się Byun Baekhyun. - Przedstawił się. - Nie wiem jak zacząć.. - Był wyraźnie zakłopotany. - Chciałem ci podziękować.
- Mnie? Za co? - Zdziwił się Luhan.
- Tydzień temu, na konwencie zająłeś się moją młodszą siostrą. Dzięki tobie lekarze mieli mniej roboty. - Stwierdził.
- Nie ma za co. - Uśmiechnął się. - Tylko usztywniłem jej rękę.
- Jest jeszcze coś. - Oznajmił, jego nieśmiałość była słodka. - Usłyszałem jak Sehun mówi do ciebie Lunni. O ile dobrze zrozumiałem jestem w twoim legionie i no cóż, chciałem cię lepiej poznać.
*****
Hunhan [*]


Komentarze
Prześlij komentarz