Tragiczny przypadek Byun Baekhyuna - rozdział 3
Siedziałem na dywaniku u ojca, po tym jak Chanyeol się ulotnił. Czemu on zawsze musi mnie pakować w kłopoty? Najpierw sprawił, że dyrektorka dziwnie się na mnie patrzy, a teraz delikatnie mówiąc mam przejebane.
Tata chodził tam i z powrotem próbując mi wytłumaczyć co powinien robić NORMALNY chłopak w moim wieku (z wielkim naciskiem na NORMALNY). A ja oczywiście jestem tym złym i paranormalnym stworzeniem, które opętało ciało i umysł jego kochanego synka. Naprawdę nie rozumiałem dlaczego tak się zachowywał. Rzadko płaczę, ale w tej chwili miałem świeczki w oczach i przygryzałem swoją wargę, żeby tylko nie pozwolić łzom spłynąć.
Mój tata cały swój monolog zakończył dożywotnim zakazem zbliżania się na do chłopaków nie bliżej niż na 1 metr.
- AHA?! To może lepiej, żebym w ogóle nie wychodził z domu skoro jestem aż taki straszny. Powinienem przestać chodzić do szkoły? Bo przecież to "skrzywienie" może być zaraźliwe. - Powiedziałem zirytowany, patrząc na swoje kapcie.
- Nie pogarszaj swojej sytuacji Baek - syknął przez zęby - Ja rozumiem, że teraz hormony ci buzują i szukasz jakiś wrażeń. Wiem, bo byłem kiedyś w twoim wieku, ale nigdy w życiu nie przyszło mi do głowy, żeby robić to z chłopakiem! Na miłość Boską, opamiętaj się dziecko.
- Kochanie, o co chodzi? - Usłyszałem melodyjny głos mamy. Po chwili pojawiła się obok, kładąc rękę na moim ramieniu. - Daj mu być szczęśliwym. Nie każdy musi lubić to samo. - Odwróciła się w moją stronę - Zmykaj już robaczku, ja już porozmawiam z tatą. - Uśmiechnęła się delikatnie, a ja pobiegłem do swojego pokoju. Dzięki Ci Boże za tak dobrą mamę.
Położyłem się na łóżku i obserwowałem mojego chomika, który "latał" po całej klatce szukając wyjścia. Poczułem się jak ten gryzoń. Uwięziony w klatce, byłem zdany na swojego właściciela. Nadal jestem ciekawy jaki los dla mnie przygotował. W końcu nie jestem aż tak dobrym człowiekiem.
Moje rozmyślania przerwało mi pukanie do drzwi. To na pewno była mama. Skąd wiem? Tata nigdy tego nie robi, co niestety niesie ze sobą negatywne skutki. Zlazłem z łóżka i otworzyłem swojej rodzicielce. Ta uśmiechnęła się do mnie i usiadła w skórzanym fotelu.
- Twój tata jest strasznym uparciuchem - prychnęła - ale w końcu go przekonałam, że to ja mam rację. - Powiedziała dumnie. - Skarbie zapomnij o tym, co ci powiedział i ciesz się życiem. - Puściła mi oczko, a ja rzuciłem się na jej szyję i mocno przytuliłem.
- Kocham cię mamuś!
- Ja ciebie też - Odpowiedziała łapiąc powietrze, chyba za bardzo się wczułem. Poluzowałem uścisk i spojrzałem na jej twarz. Od razu widać po kim odziedziczyłem wygląd. Nagle jej oczy posmutniały i cmoknęła mnie w policzek. - Niestety nici z jutrzejszym wyjściem na miasto z Chenem. Musisz posiedzieć z babcią, bo my jedziemy do cioci na jej imieniny. Sam wiesz, że się na nas obrazi jak nas nie będzie, a babcią nie ma kto się zająć. Znając życie wrócimy dopiero w niedzielę. Baekhyun, zajmij się nią proszę.
- Dobrze mamo - Odpowiedziałem posłusznie, choć w ogóle nie miałem na to ochoty. - Idź już spać, jest późno, a jutro musisz jechać do pracy - Uśmiechnąłem się lekko.
- Dobranoc synku. Kocham cię - Szepnęła i ucałowała w czoło. - Dziękuję
- Dobranoc mamo. - Odpowiedziałem uśmiechnięty. - Też cię kocham!
Gdy wyszła rzuciłem się znowu na łóżko, włączając laptopa. Jak zwykle otworzyłem stronę z anime i wybrałem tytuł, który wydawał się być ciekawy. Widać, że uzależnienie wzięło nade mną górę, bo zanim się obejrzałem skończyłem cały 1 sezon, a na dworze robiło się już jasno. Spojrzałem na zegarek. Dochodziła piąta. Czas najwyższy się położyć. Odłożyłem laptopa na podłogę i przytuliłem się do cieplutkiej kołderki. Zanim zasnąłem nasłuchiwałem jak mama krzątała się po domu i nuciła pod nosem. No proszę, talent wokalny też po niej odziedziczyłem. Uśmiechnąłem się pod nosem, a zaraz po tym oddałem się w objęcia Morfeusza.
Poczułem jak ktoś obejmuje mnie od tyłu. Poczułem ciepło i spokój. Odwróciłem delikatnie głowę i zobaczyłem Chanyeola. Patrzył na mnie tym swoim hipnotyzującym wzrokiem. Jego twarz się rozchmurzyła. Przyglądał mi się z lekkim uśmiechem na twarzy, który za każdym razem uświadamiał mi, jak bardzo za nim szaleję. Przekręciłem się na bok, żeby mieć lepszy widok.
- Dzień dobry śpiochu - Przywitał mnie Yeol całując w powiekę. To było słodkie, zupełnie do niego nie pasowało.
- Dzień dobry mój książę - Uśmiechnąłem się, gładząc jego policzek. Był ciepły. Wtuliłem się w Chanyeola. Potrzebowałem tej bliskości. Tego poczucia bezpieczeństwa, które znalazłem w jego ramionach.
- Baek, nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham - Wyszeptał mi do ucha, a ja poczułem jak topię się od jego słów.
- Ja ciebie też Channie - Powiedziałem zupełnie szczerze, odrywając się od niego. Wyglądał pięknie. Nachyliłem się i zainicjowałem pocałunek. Był czuły i powolny. Nie śpieszyło mi się.
W końcu to mój książę przejął inicjatywę. Przekręcił mnie na plecy, mocniej wpijając się w moje usta. Objąłem jego kark przyciągając go jeszcze bliżej. Zaciekle oddawałem jego pocałunki, które stawały się z sekundy na sekundę coraz bardziej namiętne. Czułem jak jego ręka błądziła pod moją koszulką, delikatnie badając moje ciało. To było przyjemne, a nawet bardzo. Możliwe, że tylko jego dotyk tak na mnie działa. Chciałem więcej. Oderwałem się na chwilę od ust Park'a.
- Szaleję za tobą. - Szepnąłem zahaczając ustami o jego ucho. Znieruchomiał. Następnie usiadł, mimowolnie cofając się ode mnie.
- Hyunnie nawet nie wiesz jaką mam teraz na ciebie ochotę. - Powiedział patrząc mi w oczy. Przygryzłem wargę. Zaraz może się spełnić moje marzenie.
- Otwórz oczy kochanie.
Zaraz, jak to? Przecież są otwarte
- Baek, już pora wstać. Coś ty robił w nocy?
Znowu ten sam głos.
- ŚPIĄCA KRÓLEWNO BYUN BAEKHYUNIE!
Na ten przerażający krzyk natychmiast się zerwałem. I zamiast pięknego Park Chanyeola ujrzałem moją mamę, która odebrała mi kołdrę. Zimno - pomyślałem - i samotnie. CZEMU TEN ŚWIAT JEST DLA MNIE TAKI OKRUTNY?!

Komentarze
Prześlij komentarz