Tragiczny przypadek Byun Baekhyuna - rozdział 9



          Naprawdę nie mam pojęcia, jakim cudem do tego doszło, ale właśnie siedziałem Chanyeol'owi na kolanach. W jego domu, na jego łóżku. Zastanawiałem się nawet czy, aby na pewno mi się to nie śni. Ostatnio często mi się zdarza marzyć o Parku. Boże, jestem taki dziwny. Raz jestem na niego zły, potem nie chcę go widzieć na oczy. A wystarczy jeden sms i już wybiegam z domu, żeby go spotkać. Zachowuję się jak zdesperowana dziewczyna. Dobra, nie wiem jak zachowują się zdesperowane dziewczyny. Po prostu sam nie mogę zrozumieć jego zachowania. Tylko, że teraz twarz Chanyeola jest niebezpiecznie blisko mojej, a ja już nie potrafię racjonalnie myśleć.

       Złączyłem nasze usta w delikatnym pocałunku. Chłopak pogłębił go i przysunął mnie bliżej. Tak, że teraz siedziałem na jego kroczu, wyraźnie czując to, co ma pod spodniami. Chanyeol złapał mnie za tyłek, zaskoczyło mnie to i psiknąłem. Na szczęście mój jęk został stłumiony przez pocałunek i nie musieliśmy się martwić, że rodzice Parka zaraz tu przyjdą.

- Chanyeol, nie możemy. - Wyszeptałem między pocałunkami, gdy zaczął ściągać mi koszulkę.

- Możemy. -Stwierdził. - Razem możemy wszystko.

***

        Poniedziałek w szkole był pełen atrakcji. Musiałem nadrobić zaległości z Luhanem. Niestety przerwy były zbyt krótkie i musiałem pisać do niego liściki na lekcji. Nie wytrzymałbym 45 minut czekania.

Byłem u Chanyeola. No mówię ci, on ma strasznie dużego... - nie zdążyłem dokończyć ponieważ moja wychowawczyni wyrwała mi kartkę. Przeczytała tekst i spojrzała na mnie wymownie. Po chwili na jej twarzy pojawił się uśmieszek. Już wiedziałem co się szykuje. Ta kobieta kochała ośmieszać innych.

- Może przeczytam klasie o czym tak piszesz Baekhyunie? - Zapytała, a ja patrzyłem błaganym wzrokiem, z nadzieją, że jednak się zlituje. Niestety nie miałem szczęścia. - No więc pan Byun chciał się z wami podzielić, że był u Chanyeola, który ma dużego. - Cała klasa wybuchła śmiechem, zerkając to na mnie, to na Chana. Zrobiłem się czerwony jak burak, a tamten idiota cisnął bekę z innymi, bo inaczej tego nazwać nie umiem. Natychmiast wstałem z ławki i chcą wybrnąć z sytuacji krzyknąłem na całą salę:

- Psa! Chanyeol na dużego psa! - Nie wiem czy ktokolwiek mi uwierzył, ale zawsze warto próbować. Przynajmniej się trochę przymknęli. A pani kontynuowała lekcję.

       Gdy zadzwonił dzwonek natychmiast wyszedłem z sali. Obiekt moich westchnień dogonił mnie i  niespodziewanie objął. Poczułem jak przeszył mnie przyjemny dreszcz. Zapach Chanyeola niesamowicie na mnie działał.

- Hej Baekki - szepnął mi do ucha. - Masz ochotę na łyżwy?

- Nie umiem jeździć - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. - W życiu nie byłem na lodowisku.

- Nic nie szkodzi- stwierdził. - Nauczę cię.

- Masz zamiar zabrać mnie na randkę? - zapytałem pełen nadziei.

- Nie, chciałem narobić ci sińców -Nie zadowoliła mnie ta odpowiedź. Chanyeol chyba to zauważył, bo natychmiast dodał - Oczywiście, że na randkę kochanie.

- Nie chce - postanowiłem się z nim podroczyć.

- Owszem chcesz - szeroko się do mnie uśmiechnął i pocałował, nie zaważając na uczniów, i nauczycieli, którzy mogli nas obserwować.

- Channie, co ty robisz? - zawstydziłem się. Robić to w domu to zupełnie coś nowego niż w miejscu publicznym.

- Pokazuję swoją miłość - odpowiedział jakby nigdy nic.

*

         Lodowisko było ogromne. Chyba już wiem czemu nasi uczniowie kochają grać w hokeja. Biała hala posiadała strefę z ciepłymi napojami i wygodnymi kanapami. Chanyeol wynajął nam łyżwy, które oczywiście nie wiedziałem jak założyć. Poprosiłem mojego chłopaka, żeby mi pomógł. Rozśmieszyła go ta prośba, ale po chwili na moich nogach znajdowały się dopasowane łyżwy. Park wstał i wziął mnie za rękę, ciągnąc w kierunku wejścia. Na lodzie nikogo nie było, więc czułem się spokojniejszy.

          Gdy postawiłem pierwszą stopę, a następnie drugą miałem ochotę zawrócić. Moje myśli ogarnęła panika i strach, że połamie sobie kości. Na szczęście Chanyeol był obok mnie. Objął mnie w pasie, co odgoniło nieprzyjemne scenariusze z mojej głowy. Teraz liczył się tylko i wyłącznie jego dotyk.

         Schody zaczęły się, kiedy po podstawowym treningu mnie puścił. Miałem kłopot ze zmienianiem kierunków i hamowaniem, ale ogólnie radziłem sobie całkiem dobrze. Jechałem obok Chanyeola, robiąc szerokie kółka na lodzie. To było całkiem przyjemne, zwłaszcza ta prędkość. Odpychałem się od lodu i mknąłem na przód. Oczywiście wszystko ma swój koniec. Moje szczęście też. Wjechałem prosto w swojego chłopaka. On jako, że jest wysoki jak słup i dobrze utrzymywał równowagę nadal stał prosto, a ja zaliczyłem glebę.

         Upadłem na kolana, uderzając głową w zimny lód. Bolało jak cholera. Próbowałem się podnieść, ale łyżwy się rozsuwały, utrudniając mi to. Chanyeol, gdy tylko zrozumiał co się stało zebrał mnie z lodowiska. Wziął mnie na ręce i położył na kanapie obok automatu z napojami.

- Baekki wszystko ok? - zapytał zatroskanym głosem. - Co cię boli?

- Kolana i głowa, ale to nic poważnego - odpowiedziałem marszcząc brwi.

- Jesteś pewien, że to w porządku? - upewniał się, gładząc moje włosy.

- Tak Channie - uśmiechnąłem się lekko. - Po prostu zabierz mnie do domu.

      W ramach odpowiedzi otrzymałem czuły pocałunek w czoło. Następnie Chanyeol wziął mnie w ramiona, a ja się wtuliłem, czując bicie jego serca i zasnąłem. To lodowisko jednak ma jakieś plusy.





***

Proszę mnie nie bić ;-; 

Wiem, że ten rozdział do najlepszych i najdłuższych nie należy ;-;;;

Historia z życia wzięta, tylko że moje koleżanki kazały mi jeździć mimo bólu i żaden przystojniak mi nie pomógł ;') 

Komentarze

Popularne posty