Tragiczny przypadek Byun Baekhyuna - rozdział 7
*Baekhyun*
W końcu wróciłem do domu. Nie ma to jak własne łóżeczko w przytulnym pokoju. I ta cisza. Zero krzątających i rozbijających się po kątach pielęgniarek, które budziły mnie koło 6 rano, żeby zmierzyć temperaturę. Trochę będzie mi brakowało tego leniuchowania, ale spanie we własnym łóżku wszystko wynagradza. Tylko, że teraz będę musiał o siebie bardziej dbać i trzymać się diety. Nienawidzę jak ktoś mi mówi co mam jeść, tym bardziej, że nie lubię połowy posiłków z listy. Chociaż to moje najmniejsze zmartwienie.
Zaraz, gdy wszedłem połączyło mnie z wi-fi. Prawie dostałem zawału, kiedy wszystkie wiadomości i powiadomienia nagle postanowiły dać o sobie znak. Większość wiadomości była od Luhana. Nie wiedział co się ze mną działo. Nie poinformowałem go o tym, że jadę do szpitala. Skoro on nie mówi mi o wszystkim, to ja też mogę zachować coś dla siebie, prawda? Chen też napisał do mnie kilka razy. Zdziwiłem się, bo od Chanyeola nie było nic. Wczoraj przyszedł specjalnie dla mnie (mam taką nadzieję) do szpitala i powiedział, że się martwił. Teraz naprawdę nic nie rozumiem. Mam już dość tej zabawy w kotka i myszkę. Kiedyś to się wyjaśni. Kiedyś, czyli mam na myśli poniedziałek, jak już pojawię się w szkole.
Żeby zapomnieć o wszystkim i wszystkich jak zawsze przykryłem się kocem, i skuliłem się na krześle przed komputerem. Zastanawiałem się czy mam większą ochotę na anime, czy na fanfiction. Stwierdziłem jednak, że nie chce czytać o parze, która szczęśliwie spędza ze sobą każdy dzień, pełen niesamowitych przygód. Nie mam ani drugiej połówki, ani chęci na wychodzenie z domu, więc po co czytać o czymś co nigdy się nie wydarzy? W ten oto sposób wszedłem z stronę z tłumaczeniami anime. Jakieś 5 minut przeglądałem listę polecanych, ale okazało się, że wszystkie oglądałem. Naprawdę nie mam życia. Mógłbym się chociaż japońskiego nauczyć, żeby nie czekać na napisy. W sumie japoński nie jest aż tak trudny, chyba. W sumie to już znam parę słówek. Na początek cześć, proszę, przepraszam i dziękuję w zupełności mi wystarczą.
Właśnie tak skończyłem na oglądaniu małych kotków na youtubie. W końcu małe kotki są słodziutkie. Niestety mój zachwyt przerwał dzwonek telefonu. Oderwałem się od oglądania i odebrałem. To była Seolhyun.
- Ruchy oppa! - Jeszcze nigdy jej głos mnie tak nie zirytował. Nie będę się nigdzie ruszać! Chce moje kotki! - Czekamy na ciebie.
- Co? - zdziwiłem się. Poszedłem do sypialni rodziców, bo mają widok z okna na ulice. Zobaczyłem Seolhyun z Sungjae, którzy stali przy swoich rowerach i mnie wołali. Myślałem, że wypluję wodę, oczywiście gdybym coś w tym momencie pił. - Co wy robicie pod moim domem? Nie macie nic lepszego do roboty?
- Nie, nie mamy. - Stwierdził Sungjae wyrywając telefon siostrze. - Ty też nic nie masz, więc ruszaj dupsko i jedziemy na przejażdżkę. Nie marnuj takiego pięknego dnia przed monitorem. Czekamy!
- Nic nie marnuję! - Oglądanie kotków bardzo przydaje się w życiu. Nie potrzebujesz ruchu. - Czekajcie sobie, ale ja nigdzie na jadę.
- Oppa! - Usłyszałem głos Seolhyun. - Proszęę! Będzie fajnie, obiecuję!
- No okay. -Poddałem się. -Ale niech ci nie przyjdzie do głowy, że możesz odwalać takie cyrki. Sungjae też ma przestać ciebie słuchać i tych twoich głupich pomysłów, jasne?
- Jasne oppa, tylko się pospiesz! - Pospieszyła mnie i się rozłączyłem. Żegnajcie kotki, tatuś musi gdzieś iść.
*
Nigdy, ale to nigdy nie słuchajcie się młodych dziewczynek! Kij z tym, że Seolhyun jest ode mnie młodsza tylko o rok. Skąd ona w ogóle bierze tyle energii? Zawsze jedzie z przodu i nawet Sungjae nie może jej dogonić, a w przeciwieństwie do mnie był wysportowany. Nie wiem ile tak jedziemy, ale na pewno dłużej nie wytrzymam. Zjechałem na pobocze i położyłem się na trawie, dziękując Bogu, że w pobliżu jest polana i lasek. Kątem oka zauważyłem rodzeństwo, które po mnie zawraca. Pierwsza oczywiście dojechała Seol, nie mogło być inaczej. Spojrzałem na nią, ale jej twarz wyglądała dziwnie. Zbladła i wyglądała na przestraszoną. Nie wiedziałem o co jej chodzi dopóki nie poczułem jak coś spływa mi do przełyku. Zacząłem się dławić. Natychmiast się podniosłem, a z nosa równie szybko zaczęła mi cieknąć krew. Sungjae natychmiast do mnie podbiegł z paczką chusteczek.
Dokładnie, ta wycieczka musiała się tak skończyć.
- Oppa, dobrze się czujesz? - zapytała zmartwiona Seolhyun
-Bywało lepiej. - Odpowiedziałem pochylając się nad trawą, żeby krew nie pobrudziła mi ubrań. - Zaraz przestanie.
- Na pewno? Nie wygląda to najlepiej. - Stwierdził Sungjae.
- Wiem swoje. Nie pierwszy i nie ostatni raz leciała mi krew z nosa. - Uśmiechnąłem się do niego, za co niestety przypłaciłem koszulką we krwi. - Cholera!
- Kupisz sobie nową oppa, ta i tak nie była zbyt piękna. - Odezwała się wielka znawczyni mody.
- Co ci się w niej nie podoba? - Zapytałem groźnie marszcząc brwi.
- Wyglądasz w niej jak homoś. - Odpowiedziała akcentując ostatnie słowo.
- To chyba dobrze. - Stwierdziłem, a Seolhyun była zaskoczona moimi słowami. - W końcu jestem gejem. - I cisza. Nikt nic nie mówił, a ja tylko się zaśmiałem. W końcu nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Ale jest jeden plus. Krew z nosa postanowiła się ogarnąć i mogłem spokojnie wrócić do domu.

Komentarze
Prześlij komentarz