6 - Gdy sprawy się komplikują.



Wymarzony świat w chmurach. Otaczają cię piękne widoki. Wznosisz się na swoich potężnych skrzydłach, mieniących się w słońcu. Czujesz się wolny. Masz świadomość, że możesz polecieć wszędzie. Zwiedzić te wszystkie wyjątkowe miejsca. Bawisz się wspólnie z przyjaciółmi...
... i wypadasz poza mapę - westchnął bezsilnie Luhan. Nie miał zielonego pojęcia jak naprawić ten błąd. Sądził, że jest dobrym informatykiem. Widocznie to trochę za mało na stworzenie gry. Baekhyun postarał się i zaprojektował piękny świat. Chanyeol stanął na wysokości zadania i po tygodniu przyniósł ścieżkę dźwiękową. Tylko Luhan robił problemy i utrudniał sprawę. Zrezygnowany, był gotów usunąć wszystko co do tej pory zrobił, ale Baek go powstrzymał. Powiedział, że ma znajomego, który jest geniuszem i na pewno poprawi niedociągnięcia chłopaka.

- Baek, kiedy twój kolega na to zerknie? - Luhan nie mógł się doczekać aż gra będzie poprawnie funkcjonować.

- Chłopie cierpliwości trochę. W przeciwieństwie do ciebie Xiumin jest zajęty.

- O czym ty mówisz, ledwo nalazłem czas na śniadanie - zirytował się.

- Może jakbyś chodził spać o normalnych godzinach, to wstawałbyś, gdy dzwoni budzik i nie spóźniałbyś się do szkoły - podsumował, kończąc rozmowę.





To nie tak, że Luhan celowo zarywał nocki. Po prostu nie mógł zasnąć. Gdy kładł się do łóżka jego głowę zaprzątało tysiące myśli. Martwił się o Sehuna, z którym ostatnio w ogóle nie ma kontaktu. Nawet przestał przychodzić na zajęcia, co było najmniej dziwne. Na dodatek była ta fobia o której wspomniał Baekhyun... To wszystko było bardzo podejrzane, tym bardziej, że matka do niego dzwoniła i pytała czy rozmawiał z synem państwa Oh. Może coś się stało Sehunowi. Może postanowił uciec z kochanką, osiedlić się na obrzeżach miasta i założyć rodzinę bez wiedzy rodziców? Luhan nie miał pojęcia co o tym myśleć.


Pewnego dnia wydawało mu się, że do jego akademika wchodzi chłopak o kruczoczarnych włosach. Na zewnątrz padało, więc przydługie, opadnięte kosmyki zasłaniały jego twarz. Miał luźną bluzę i szare spodnie, które zupełnie nie pasowały do ponurego Sehuna. Luhan jednak na wszelki wypadek postanowił wyjść na klatkę schodową i upewnić się kto to. Mówi się, że przezorny zawsze ubezpieczony. Niestety jego plany się nie ziściły, bo jego telefon zaczął nagle wibrować. Ktoś dzwonił, ale chłopak nie wiedział kto to może być, ponieważ numer był prywatny. Postanowił, że zachowa czujność, mając pewne podejrzenia.- Tak? - Starał się, żeby jego głos był jak najbardziej naturalny.


- Tak? - Starał się, żeby jego głos był jak najbardziej naturalny.

- Cześć, mówi Xiumin. Jestem przyjacielem Baekhyuna - Przedstawił się chłopak po drugiej stronie słuchawki. - Baek napisał mi przed chwilą, że nie dajesz mu spokoju. Wysłał mi twój numer telefonu i kazał mi do ciebie zadzwonić.

- Um, przepraszam. Nie chciałem robić ci problemów. - Powiedział nieśmiało.

- Nic się nie stało. W końcu i tak musiałbym się z tobą skontaktować. Mam wolną sobotę, mógłbym wtedy do ciebie podjechać i sprawdzić w czym zrobiłeś błąd?

- Jasne - Odpowiedział entuzjastycznie Luhan. - Wyślę ci adres sms'em. Bardzo ci dziękuję!

- Jeszcze nic nie zrobiłem. - Zaśmiał się Xiumin. - To do zobaczenia!

- Tak, tak. Już nie mogę się doczekać. Cześć!


Rozmowa tak bardzo go wciągnęła, że kompletnie zapomniał o chłopaku, który wchodził do budynku. Jednak nie martwił się tym. Tak często rozmyślał o Sehunie, że stwierdził, iż mu odbiło. Ludzie po prostu są do siebie podobni, tyle w temacie. Czas wrócić do rzeczywistości.

A rzeczywistość była jeszcze gorsza. Chyba każdy wie, co się dzieje, gdy leniwy student mieszka sam w akademiku bez windy, na czwartym piętrze. Nie? Więc fakt, że lodówka nie napełnia się sama w magiczny sposób może was zaskoczyć. Luhan wpatrywał się zrezygnowany w puste półki z nadzieją, że zaraz coś się tam pojawi. Jednak podświadomie wiedział, że to marzenia ściętej głowy i nic z tego nie będzie. Zabrał portfel ze stołu i włożył go do siatki. Zgarnął parasolkę z wizerunkiem słodkiej dziewczynki, jak na prawdziwego fana anime przystało i wyszedł do najbliższego spożywczaka.


***

Za oknem padał deszcz, jego krople osadzały się na szybie, potęgując smutny nastrój. W pomieszczeniu było ponuro, a cienie padające na twarz Sehuna uwydatniały jego kiepski stan. Sińce pod oczami, które z pewnością spowodowane były brakiem snu i przemęczenia wyglądały przerażająco. Chłopak leżał na małym łóżku swojego jedynego przyjaciela i wpatrywał się w biały sufit. Chanyeol był przyzwyczajony do takiego zachowania, co nie znaczy, że nie martwił się o Sehuna.

W ciągu kilku miesięcy sytuacja rodzinna Sehuna była coraz gorsza. Problemy finansowe doprowadziły do ciągłego rozdrażnienia ojca i ciągle bojącej się o przyszłość matki. Na razie nie jest tak źle. Stać ich na swoje utrzymanie, ale dochody rodzinnego biznesu maleją. W dzisiejszych czasach, kiedy technologia niesamowicie się rozwinęła nie ma miejsca dla firm, które od kilku lat stoją w miejscu. Komputery produkowane przez państwa Oh mają to do siebie, że są tradycyjne, funkcjonalne i bardzo drogie. Jest trudno o klienta, kiedy na rynku są nowoczesne, zdecydowanie tańsze zamienniki. Dlatego też Sehun postanowił nie wiązać przyszłości z rodzinną spółką. Chciał obrać własną drogę, ale nie był do końca. Bał się.

Codzienna rutyna doprowadziła go do depresji. Nie odczuwał potrzeby realizowania się. Nie widział sensu budzenia się i przeżywania podobnego dnia od nowa. Patrzenie na wściekłego ojca i przerażoną matkę nie należało od najprzyjemniejszych zajęć, dlatego od czasu do czasu uciekał do świata gier. Miejsca, w którym nie ma monotonii. Tam jesteś ty i setki nieprzewidywalnych graczy, gotowych na przygodę. Nie zaznasz tam czegoś takiego jak depresja, bo to kraina mlekiem i miodem płynąca. Niestety nie można spędzić tam reszty życia. Kiedyś trzeba się wylogować, żeby rzeczywistość mogła ci dać porządny wycisk. Realny świat to najtrudniejsza gra, na końcu której i tak czeka cię śmierć.

- Sehun - Przyjemna barwa głosu Chanyeola pieściła uszy i duszę czarnowłosego. Uwielbiał ten dźwięk, bo przypominał mu, że nie jest sam. - Sehunnie, może pójdziemy na miasto?

- Po co? -Zapytał sennie, jakby dopiero co wyrwał się z objęć Morfeusza.

- Żebyś nie leżałbezczynnie przez całe życie na moim łóżku, zużywając bezcenny tlen.

- Mówiłem ci już, że twoje super poczucie humoru jest do dupy?

- Mówiłem ci już, że marnujesz powietrze?

- Ty też Chan, więc się zamknij.

- No, ale...


Chłopakowi nie dane było dokończyć, ponieważ zadzwonił telefon Sehuna.

- Halo?... U Chanyeola, coś się stało?... To niemożliwe, jak? Nie, czekaj... Zostań, zaraz tam będę. - Gdy tylko skończył rozmowę, rzucił się pędem w stronę wyjścia. Ten telefon z pewnością zmieni jego życie, ale czy na lepsze? Zostawił oniemiałego Chanyeola samego, który do niego krzyczał. Biegnąc długim korytarzem nie wsłuchiwał się w słowa przyjaciela. Nie były one zbyt ważne, nie w tej chwili. Po prostu chciał być jak najszybciej w domu


***

Luhan niósł dwie siatki, pełne rozmaitych pyszności. Przestało padać i jego nastrój diametralnie się poprawił. Postawił swoje zakupy przed akademikiem, żeby spokojnie wpisać kod pin, kiedy nagle znajoma sylwetka na niego wpadła. Teraz nie miał wątpliwości, to był Sehun. Wyglądał okropnie, był zaniedbany. Luhan nie mógł mu się długo przypatrywać, bo chłopak nic nie mówiąc, biegł dalej. Gdy zdezorientowany białowłosy podniósł zakupy i próbował wejść do budynku zderzył się z Chanyeolem, który był równie zszokowany co on.

- Aish, ludzie teraz nie potrafią normalnie chodzić - syknął, rozmasowując obolałą rękę.

- Przepraszam Luhan, ale to chyba coś ważnego. Nie mam pojęcia co się dzieję. Po prostu ktoś zadzwonił do Sehuna, a on bez słowa wybiegł. - Tłumaczył przestraszony.

- Sehun to duży chłopak, poradzi sobie.

- Nie byłbym tego taki pewien. - Westchnął smutny Chanyeol i pomógł zebrać zakupy Luhana. Teraz i tak nie miałby szans, żeby dogonić swojego przyjaciela.


***

Przed domem Sehun zauważył swoją mamę. Jej ręce były we krwi. Chłopak natychmiast do niej podbiegł i objął, głaszcząc jej delikatne włosy. Była cała roztrzęsiona i wyglądała na zagubioną. Ten widok był bardzo dobrze znany Sehunowi tylko, że teraz jedna rzecz się różniła.

- Gdzie on jest? - Zapytał lekko chrypliwym głosem, nadal przytulając kobietę.

- Już go zabrali. Synku, kochanie nie wiem co mam zrobić. To przeze mnie. Co jeśli to coś poważnego? Jak trafię do więzienia? - Lamentowała, tracąc czucie w nogach. Trzymała mocno swoje dziecko, bojąc się, że je straci.

- Mamo, to była samoobrona. Nie bój się, jestem przy tobie. Obronię cię. - Jego oczy byłe zalane łzami. Ledwie mógł coś powiedzieć.

- Nie zasługuję na to. Przez całe życie nie potrafiłam obronić mojego synka, więc teraz nie mogę tego od ciebie oczekiwać. Nie chcę żebyś miał przeze mnie kłopoty. - Proszę, już nic nie mów. Zawiozę cię do cioci i porozmawiam z policją, żeby dali ci przez jakiś czas spokój. Będzie dobrze, obiecuję.


Sehun postanowił, że za wszelką cenę dotrzyma danego słowa. Tym razem ojciec przesadził. Kiedy go bił chłopak tylko zaciskał zęby i znosił ból, ale teraz, gdy skatował jego mamę, nie ujdzie mu to na sucho. Cieszył się, że wylądował w szpitalu. Chociaż nie... jednak żałował, że jego ojciec nie zginął.

Komentarze

  1. Lubię twoje opowiadania, serio i w ogóle kocham cię, jak już pewnie gdzieś wcześniej wspomniałam, ale kurde czuję wieczny niedosyt XD
    Mogłabym czytać, i czytać, i ciągle czytać, tylko że nie ma co, bo są krótkie rozdziały ;-;
    Ale i tak kc, i pisz dalej, i weny mnóstwo, i pamiętaj, ja tu czekam! XD
    -Minn

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty