Tragiczny przypadek Byun Baekhyuna - Rozdział 14 [1/2]



*Chanyeol*



Oglądałem filmiki, które dodał Baekhyun. Byłem w szoku, bo nigdy nie posądziłbym go, że może się tak postępować. Może i w szkole zachowywał się inaczej, ale to nadal ten sam Baek. To co wyprawiał na urodzinach było niedorzeczne. Pierwszy filmik przyprawił mnie o ból serca, kolejne już nie były istotne. Przewinąłem na sam koniec i ujrzałem miniaturkę z moim byłym chłopakiem. Zachciało mi się płakać widząc jego czerwone oczy i policzki mokre od łez. Tulił się do misia, którego ode mnie dostał. Postanowiłem go otworzyć.

- Channie! - lamentował ściskając pluszaka. - Dlaczego taki jesteś, co ja ci takiego zrobiłem?! - mówił dalej, a mnie krajało się serce. - Czemu z tą dziwką, Park?! Już nie mogłeś zaleźć sobie kogoś lepszego? Przez ciebie poczułem się gorzej od prostytutki! - krzyczał nie zważając na otoczenie. - A wiesz dlaczego? Bo pokochałem takiego bydlaka jak ty! - Dalsze słowa straciły sens, bo Baek wybuchnął jeszcze większym płaczem. Nie mogłem zrozumieć co się tu stało. Przecież to ja byłem poszkodowanym, to mnie zdradzał. Widziałem go z tamtym chłopakiem, który pojawił się również na jego urodzinach. Zauważyłem, że codziennie przychodzi po Baeka po szkole. Nie jestem głupi, wiem, że są parą. Dlatego nie mogę zrozumieć czemu Baekhyuna nadal boli, że zajmuję się Eunji. Sehun też się dziwnie zachowuje. Ograniczył nasz kontakt to minimum. Co nie spojrzę na Luhana to ten posyła mi mordercze spojrzenie. Tylko Eunji ze mną rozmawia, planując wydatki na dziecko, o którym nikt nie wie. Życie jest mocno pojebane. 


***

*Baekhyun*

Gdy święta się skończyły uświadomiłem sobie, że nie mam z kim iść na sylwestra. Trochę głupio nie mieć pary, ale wszyscy moi znajomi byli zajęci. Luhan idzie z Sehunem, Taehyung zapoznał się bliżej z Seolhyun i okazało się, że mają wiele wspólnych tematów, a Chen zabierał Minhyuka. No cóż, wygląda na to, że będę samotną owieczką w stadzie. 

Mając jeszcze dwa dni do imprezy postanowiłem się przygotować. Umówiłem się z moją ulubioną fryzjerką, która miała mi przefarbować włosy. Po miesiącu róż się znudził, więc tym razem postawiłem na platynę. Może tym razem Seolhyun nie podsumuje, że jestem słodki, a przynajmniej miałem taką nadzieję. Słodkie mogą być tylko małe lafiryndy (czyt. Eunji). Po wizycie w salonie zaplanowałem małe zakupy z Taehyungiem, który jak zwykle nie umiał się na nic zdecydować. Skończyło się na tym, że kupiłem aż pięć kompletów na jedną noc. Ma to swoje plusy, bo jak zniszczę jeden, to drugi będę miał w gotowości. 


*

W końcu nadszedł oczekiwany wieczór. Ubrany w czarne, przylegające spodnie i białą, luźną bluzkę z napisem, układałem swoje włosy. Kiedy wyglądały już perfekcyjne, czyli tak, jakbym dopiero wstał z łóżka, zająłem się makijażem. Mimo, że na co dzień przestałem się malować, to w sylwestra nie wypada wyglądać jak mały szczeniaczek. Podkreśliłem swoje oczy eyelinerem, a niedoskonałości zakryłem pudrem. Muszę przyznać, że byłem zadowolony z efektu. Wziąłem skórzaną, ocieplaną kurtkę i wyszedłem z domu.

Gdy dojechałem na miejsce nie byłem w stanie stwierdzić, gdzie podziali się moi przyjaciele. Sala, w której odbywała się impreza była zapełniona, przez nieznajome mi osoby. Ok, poprawka - przez nieznajomych i sukę całującą się z kolesiem, którego widziałem pierwszy raz na oczy. Od razu pomyślałem o Chanyeolu. Uśmiechnąłem się przebiegle i zrobiłem zdjęcie całującej się parze. Pomyślałem, że Chan będzie miał ochotę to zobaczyć. Może przez to złamię mu serce. Oj, jaka szkoda. Co mój kochany Channie wtedy zrobi. Po chwili dostrzegłem wielką kolumnę, kierującą się w stronę pary. Zainteresowany przyglądałem się wkurzonej twarzy Chanyeola. Ten stanął nad Eunji i odchrząknął. Ona natychmiast odskoczyła od chłopaka, z którym wcześniej wymieniała się śliną. 

- To nie tak jak myślisz! - Zaczęła się tłumaczyć, robiąc zamieszanie na sali.

- To jest właśnie tak jak myślę - Powiedział oschle Chanyeol, zaciskając pięści. - Jestem takim kretynem, że ci wierzyłem. Przyznaj się, to nie jest moje dziecko. - Zdębiałem. Nie miałem pojęcia, że to o to chodzi. Ta dziwka jest sprytna. Puszcza się na lewo i prawo, a potem szuka ofiary. Chyba tym razem wypadło na Chana.

- No nie jest. - Mruknęła.

Chanyeol westchnął, a zaraz po tym uderzył pięścią w ścianę, robiąc w niej dziurę. Widząc go, zrobiło mi się przykro. Jeszcze nigdy nie był w takim stanie. Z jego ręki kapała krew, ale się tym nie przejął. Po prostu wyszedł, mijając obserwatorów całej tej sytuacji. W tamtej chwili zapragnąłem z nim porozmawiać i wyjaśnić wszystkie nieporozumienia. Muszę go tylko dogonić...







A/N: Coś ostatnio piszę same krótkie rozdziały ;-;

Ale spk, w weekend się nadrobi wszystko ;)

Komentarze

Popularne posty