Tragiczny przypadek Byun Baekhyuna - rozdział 10



A/N: Rozdział niesprawdzany, czytacie na własną odpowiedzialność ;-;




Wielkimi krokami zbliżały się już Mikołajki. Ulubione święto każdego ucznia, o ile nauczycielka nie postanowiła wymieniać się prezentami. W mojej szkole zazwyczaj jeździliśmy na małe wycieczki, głównie do kina. Niestety każdy w tej klasie ma inne zdanie. Jednemu nie podoba się film, drugi woli jechać na łyżwy jeszcze ktoś inny na basen. Kiedyś pani nieźle się wkurzyła i chciała odwołać wycieczkę, ale w końcu zdecydowaliśmy się na komedię w kinie.

Gdy w czwartek wróciłem ze szkoły, byłem cały w skowronkach. Oczywiście Chanyeol się do tego przyczynił. Jeszcze parę tygodni nikogo bym nie objął na korytarzu, a teraz całuję się z moim chłopakiem nawet przy nauczycielach. Wiem, że to przesada, ale nie mogę się mu oprzeć. Jego oczy się takie piękne, a usta tak kuszące, że sami wiecie. Niestety kiedyś wychowawczyni nas przyłapała i powiedziała przy całej klasie, że nie mogliśmy się od siebie oderwać. Chanyeol wtedy dumnie wypiął klatę, a ja chciałem się schować pod ziemię, jak to robią strusie. Jednak najważniejsze jest to, że jesteśmy razem szczęśliwi.

Wiadomość od Park Chanyeol:
Baekki kochanie, pamiętaj, że w kinie siedzisz obok mnie.

Do Park Chanyeol:
Oki ^^ Gdzie mnie zabierzesz po kinie.

Od Park Chanyeol:
Chcesz iść na randkę?

Do Park Chanyeol:
Oczywiście, że tak! Ta pierwsza nie wyszła najlepiej. No chyba, że chciałeś, żebym odpłynął na jakiś czas i robiłeś ze mną dziwne rzeczy ;-;

Od Park Chanyeol:
Zabiorę cię na lody. Jeśli chodzi o te dziwne rzeczy... zrobię je, ale będziesz wtedy świadomy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Do Park Chanyeol:
;-;;;;;;;;;;

Przestań

Nie chcę tego czytać.

Idę stąd ;-;

Od Park Chanyeol:
Ode mnie i tak nie uciekniesz ^^ Pamiętaj, że siedzisz jutro obok mnie :*




Położyłem komórkę na szafce. Nie miałem pojęcia, w co powinienem się ubrać. W końcu to moja druga randka. Właściwie to nie mam pojęcia czego się spodziewać, jedziemy jeszcze z drugą klasą, więc będzie dużo znajomych osób w mieście. A co mi tam, najwyżej będą zazdrośni. Znalazłem swoje ulubione czarne spodnie i białą luźną bluzkę, jeszcze tylko czarny sweter i będę wyglądał jak milion dolarów. Pomyślałem, że Chanyeolowi się spodoba. Lubi jak tak wyglądam. Nawet akceptuje moje pomalowane eyelinerem oczy. Po prostu cudowny chłopak.

Rzuciłem się na łóżko, dalej rozmyślając o moim szczęściu jakie mnie spotkało. Wystraszyłem się na dźwięk przychodzącego połączenia, bo widocznie już trochę odpłynąłem. Odebrałem, nie patrząc kto dzwoni:

-Halo? Tu Baek, kto mówi?

- Baekki! - ktoś krzyknął do słuchawki, powodując grymas na mojej twarzy. - Jak możesz nie wiedzieć kto dzwoni? Jestem przecież twoim ukochanym hyungiem! Już zapomniałeś jak bawiliśmy się w piaskownicy?

- Nie mogę zapomnieć o czymś, co robiliśmy rok temu Taehyung. - Westchnąłem, przypominając sobie głupi pomysł swojego przyjaciela. Tworzenie parku z piasku jest super, trochę trudno o drzewa, a staw... no cóż, woda w nim zajeżdżała mocznikiem*. Tak, dokładnie. Chłopak, który powinien być moim wzorem do naśladowania nasikał do wyznaczonego na staw, niewielkiego dołka. W tamtym momencie zastanawiałem się czy dobrze wybrałem przyjaciół.

- Wracam do ciebie! - Znów ten okrutny krzyk.

- Jak to do mnie wracasz? Nie rozumiem.

- Rzuciłem studia i wprowadzam się do mojej babci.

- CO ZROBIŁEŚ?! - Teraz mój głos przyprawił go o ból ucha. Niech ma za swoje.

- Baekki, nie bój żaby. Znalazłem już pracę w jej kwiaciarni. Powiedziała nawet, że przepisze mi ją w spadku, więc jestem zabezpieczony.

- Co z ciebie za wnuczek, który przypomina sobie o staruszce, gdy zbliżają się jej ostatnie dni.

- Ej Baek, moja babcia jeszcze nie ma zamiaru umierać. Wyluzuj. Zaraz mam pociąg, więc będę już kończył. Spotkajmy się niedługo.

- Jasne, cześć.

Teraz chyba nie mógłbym być szczęśliwszy. Mam wspaniałego chłopaka, z którym idę jutro na randkę, a w dodatku znowu będę mógł spędzać mnóstwo czasu z moim przyjacielem. Po prostu g e n i a l n i e.

*

W końcu przyszedł piątek. Słońce zaglądało do mojego pokoju przez okno, a ja dostałem kochaną wiadomość na dzień dobry. Ten dzień nie mógł zacząć się lepiej.

Szybko się ogarnąłem, to znaczy jak na mnie, bo dwie godziny w łazience dla zwykłego nastolatka to zdecydowanie za dużo. Założyłem czarne opięte spodnie, przygotowane wczoraj i białą bluzkę. W swetrze było mi strasznie gorąco, więc postanowiłem go na razie nie nakładać. Zjadłem śniadanie i już byłem gotowy do wyjścia.

Pod szkołę podjechałem autobusem. Na przystanku już czekał na mnie Luhan, tulący się do imponującej klaty Sehuna. Nie żeby coś, Chanyeol i tak ma lepszą.

- Hej gołąbeczki - przywitałem się najsłodszym głosem na świecie. - Co u was słychać?

- Wszystko dobrze - Odezwał się Lu. - Gdzie zgubiłeś księcia?

- Chanyeol będzie na nas czekał na przystanku, na którym się przesiadamy.

- Pewnie umierasz z tęsknoty - mój przyjaciel uwielbia się ze mną droczyć. Nie dam się tak łatwo.

- Nie tęsknię za nim - No i chuj, nie wyszło.

- Dla mnie byś się tak nie wystroił - stwierdził Sehun, aż mu współczuję. Mina Luhana mówi wszystko za siebie, lepiej się wytłumacz.

- Chcesz, żeby Baek się dla ciebie starał?

- To nie tak kochanie. Wiesz, że myślę tylko o tobie.

- Może już skończmy temat i pójdźmy na zbiórkę. Pewnie klasa się już niecierpliwi. - Oznajmiłem i pociągnąłem za rękaw naburmuszonego Luhana, a Sehun szedł za nim, próbując załagodzić sytuację.

Na miejscu zauważyłem Chena, który dyskutował o czymś z Minhyukiem. Postanowiłem, że uwolnię się od Luhana z humorkami i do nich podejdę. Okazało się, że mowa była o nowej telenoweli, która ostatnio leciała w telewizji. Nie orientowałem się o co w niej chodzi, ale patrząc na tą dwójkę byłem strasznie rozbawiony. Jeszcze nigdy nie widziałem nastolatków, którzy kłócili by się o to czy Mirre powinna być z Lukasem, czy Diego. Aż żałowałem, że tego nie nagrałem. Mogłem ich tym potem szantażować. Zamilkli, gdy w zasięgu wzroku pojawiła się nasza wychowawczyni.

- Ustawić się parami, muszę was policzyć. - Odezwała się wiercąc mi dziurę w głowie.

- Ej chłopaki, mam coś na twarzy? - Zapytałem przejęty.

- Tak - stwierdził Chen - Masz jakieś czarne kreski na oczach.

- Bardzo zabawne - napuszyłem się.

- Hej Baek, tylko żartowałem - W takim razie poczucie humoru Chena jest zerowe.

- WSIADAĆ DO AUTOBUSU! - Krzyknęła wychowawczyni. Ta kobieta chyba nie rozumie, że w końcu komuś mogą od tego bębenki pęknąć

*

Jazda autobusem nie trwała długo. Może jakieś 15 minut. Oczywiście musiałem stać, bo staruszki potrzebują miejsca siedzącego. Wychowawczyni pochwaliła mnie, że jestem tak kulturalny, ale ja żałowałem. Robiło mi się trochę słabo od stania, więc musiałem uchylić okno, za które mi się oberwało. No, bo kto by pomyślał, żeby autobus wietrzyć, kiedy za oknem taki mróz.

Na szczęście w końcu dojechaliśmy, choć teraz nie wiem czy nie wolałbym stracić przytomności w tym autobusie. Widok jaki zobaczyłem sparaliżował mnie, serce prawie stanęło, a ja straciłem czucie w nogach. Jesteście ciekawi co ujrzałem? Mojego chłopaka, całującego się z jakąś dziwką z klasy niżej.

Ludzie, którzy mówią, żeby nie chwalić dnia przed zachodem słońca mają cholerną rację.







* mocznik - jakby ktoś nie wiedział to jest składnik m.in moczu, który odpowiada za brzydki zapach.




A/N: Mój szatański plan wszedł w życie. Jesteście ciekawi co dalej?

Komentarze

  1. O MÓJ BOŻE!! Natychmiast dawaj następny rozdział!! Nie no, skończyć w takim miejscu... kobieto nie masz serca...
    P.S. Rozdział super ;333 Życzę weny!!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty