Tragiczny przypadek Byun Baekhyuna - Rozdział 14 [2/2]
A/N; Leniwej autorce nie chce się sprawdzać tekstu ;-; Przepraszam
Próbowałem przedrzeć się przez tłum, nie tracąc Chanyeola z pola widzenia. Kierował się w stronę wyjścia. Musiałem go dogonić zanim wsiądzie do samochodu, bo w przeciwnym razie odjedzie, a później nie będę miał odwagi z nim rozmawiać. Przeciskając się między tańczącymi ludźmi zostałem popchnięty i z impetem uderzyłem w podłogę. Poczułem jak cieknie mi krew z nosa, ale to nie było istotne.Wytarłem ją mankietem koszuli i wsadziłem kawałek chusteczki, która i tak po drodze zniknęła. Za wszelką cenę musiałem złapać Chana, tylko to się teraz liczyło. Błyskawicznie wstałem i pobiegłem, nie zważając na otaczające mnie bawiące się osoby. Mogłem kogoś przez przypadek uderzyć, ale co mnie to obchodzi.
Gdy w końcu postawiłem nogę poza budynkiem, ujrzałem Chanyeola, który właśnie miał wsiadać do taksówki.
- CHANYEOL! - krzyknąłem ze wszystkich sił. Chłopak zastygnął i odwrócił się w moją stronę. Jego twarz wyrażała zdziwienie. - Chanyeol, musimy porozmawiać.
- Wiem Baekki - westchnął. - Wsiadaj - polecił otwierając szerzej drzwi samochodu, puszczając mnie przodem. Spełniłem jego żądania i po chwili siedzieliśmy obok siebie w taksówce, jadąc do domu.
Nie miałem pojęcia od czego powinienem zacząć. Byłem tak zestresowany, że kompletnie zapomniałem o krwawiącym nosie, na który Chan oczywiście zwrócił uwagę.
- O matko, Baekhyun co ci się stało? - zapytał przerażony, szukając czegoś w kieszeni.
- To nic takiego. Przewróciłem się - oznajmiłem jakby niby nic, a po chwili poczułem ręce Chanyeola oplatające moją twarz. Chusteczką wytarł skrzepniętą krew i uważnie się mnie przyglądał. Pod wpływem jego dotyku poczułem, że nie może mi się stać nic złego.
- Channie, ja.. - spuściłem wzrok na buty. Nie miałem pojęcia czy powinienem zapytać bezpośrednio. - Ja chciałbym wiedzieć, co się z nami stało. - powiedziałem najciszej jak tylko można. Bojąc się odpowiedzi.
- Przepraszam Baekki, to moja wina. Do dziś byłem zaślepiony kłamstwami Eunji. Ja... ja nie potrafię żyć bez ciebie. Przez te kilka tygodni wmawiałem sobie, że mnie zdradzasz, a ja po prostu się poddałem. Poddałem się, nie walcząc o najważniejszą osobę w moim życiu. W każdej chwili myślałem o tobie. Robiło mi się niedobrze, gdy tylko wyobrażałem sobie, że kochasz się z innym. - Chanyeol cały czas mówił, trzymając moją twarz, jakby obawiał się jej puścić. Nie wiedziałem jak zareagować na jego słowa. Z jednej strony czułem smutek, dlatego, że wolał wierzyć jakiejś flądrze. Zamiast ze mną porozmawiać postanowił zdradzić. Zaś z kolei moją uwagę przykuły jego ostatnie słowa. "Kochasz się." Chanyeol nigdy nie użył terminu "seks", zawsze przy naszym zbliżeniu okazywał prawdziwe uczucia. Mogłem poczuć jego miłość, troskę i oddanie. Nigdy nie uprawialiśmy seksu, my się kochaliśmy. - Baekki wiem, że może to zbyt wiele, ale proszę wybacz mi.
- Choć tak bardzo cię nienawidzę, za to do czego doprowadziłeś, to nie mogę być ciągle obojętny. Przeżyłem z tobą masę pięknych rzeczy. Pierwszy pocałunek, pierwsza randka, pierwsze zbliżenie... tych chwil nie chciał bym spędzić z nikim innym. Jesteś moją pierwszą prawdziwą miłością. Postanowiłem się na tobie zemścić, ale to cholernie bolało, wiesz Channie? Każde twoje spojrzenie, które usiłowałem zignorować, każdy uśmiech, który nie był skierowany w moją stronę. Ja.. ja po prostu usychałem od środka, jak pieprzone świerki, które rosły obok mojego domu. Wyglądały pięknie i zdrowo, ale były bardzo liche. Można ja było złamać jak zapałkę, tak jak mnie. Umiem grać wytrzymałego, ale jestem właśnie jak te świerki. Dlatego Channie proszę cię, nie pozwól mi się złamać. - Gdy skończyłem nie mogłem opanować oddechu. Łzy ciekły mi po policzkach, zbierając ze sobą zaschniętą krew. Poczułem jak Chanyeol całuje moje powieki, gładząc moje włosy. Przytulił mnie do siebie.
- Obiecuję kochanie - wyszeptał mi do ucha. Stęskniłem się za tym, brakowało mi jego dotyku. Chciałem posmakować smaku jego ust, poczuć ciepło jego skóry. Niewiele się zastanawiając złożyłem motyli pocałunek na jego wargach, który przemienił się w pełen miłości i pożądania. Oddałbym wszystko, by móc trwać w nim przez wieczność. Niestety musieliśmy przestać, bo kierowca znacząco odchrząknął i odwrócił się w naszą stronę.
- Jesteśmy na miejscu. - Oznajmił szorstkim głosem. Gdy Park mu płacił, zorientowałem się, że jesteśmy pod jego domem. Mim zacząłem się zastanawiać, jaki jest najszybszy środek transportu do mojego mieszkania, poczułem jak Chanyeol delikatne złączył nasze dłonie. Wyciągnął mnie z taksówki i gdy staliśmy na chodniku ponownie złączył nasze usta. Kiedy zabrakło nam powietrza, musieliśmy się od siebie oderwać. Mój chłopak spojrzał mi głęboko w oczy, na co lekko się zarumieniłem.
- Stęskniłem się za tobą - oznajmił. - Nawet nie masz pojęcia jak bardzo cię teraz pragnę.
- Tak się składa, że wiem co czujesz.- powiedziałem, przybierając barwę dorodnego pomidora. - Channie, chodźmy się kochać.
Tych słów nie trzeba było powtarzać. Oczy chłopaka zabłysły i wziął mnie na ręce. Poczułem się jak panna młoda, która zaraz miała zacząć miesiąc miodowy. To uczucie było nie do opisania. Miałem motylki w brzuchu, a w ramionach mojego ukochanego czułem się jak w siódmym niebie. Chyba miłość nie jest taka zła, jak sądziłem. Park Chanyeol jesteś jedynym, którego tak bardzo pożądam.

Komentarze
Prześlij komentarz