Wiesz, że cię lubię...- rozdział 2
A/N: Rozdział niesprawdzony, czytasz na własną odpowiedzialność!
Jak się okazało wspólny wypad do kina nie jest zły. Zwłaszcza, kiedy nikt nie oczekuje od ciebie, że będziesz duszą towarzystwa. Kris cały czas zagadywał Tao, który od czasu do czasu starał się mnie rozbawić. Oczywiście wystarczyło tylko na niego spojrzeć, żeby parsknąć śmiechem. Po prostu ma w sobie to coś. Może to pandzie oczy, które wyglądają jakby nie wiedziały co to sen albo krzywy nos przypominający te, należące do czarownic z bajek Disneya. Nie mam pojęcia, ale to z pewnością jest komiczne.
Jeśli o sam film chodzi, to nie mam pojęcia o czym był. Chciałem go obejrzeć i podziwiać umięśnione ciało głównego bohatera, pokryte obcisłym kostiumem, ale nie mogłem się skupić. Jakieś dzieciaczki, a właściwie osoby, które ukończyły piętnaście lat, ciągle coś komentowały. Jestem z natury cierpliwym i wyrozumiałym człowiekiem, ale wszystko ma swoje granice. Wytrzymałbym, jakby szeptali między sobą, ale gdzież to tak. Grupka musiała się wydzierać, bo przecież na starość słuch tracą i szeptu nie sposób wyłapać uchem, nie posiłkując się aparatem słuchowym. Miałem ochotę wstać i wyjść z sali, kiedy nagle dobiegł mnie z dołu znajomy głos. Zdziwiłem się, bo nie należał ani do Tao, ani do Yifana, ale mniejsza z tym. Najważniejsze jest to, że znajomy-nieznajomy upomniał tamtych wieśniaków, bo nawet w kinie nie umieją się zachować. Najzabawniejszy był sposób przekazu: "To jest kino, a nie kawiarnia. Tu się ogląda, a nie pieprzy trzy po trzy. Jak chcecie pogadać to idźcie na kawę". W tamtej chwili nie mogłem powstrzymać śmiechu, zawłaszcza że grupa to tych słowach zamarła. Ucieszyłem się i wróciłem do oglądania. Co prawda została sama końcówka, ale lepsze to niż nic.
Zaraz po tym jak zakochani bohaterowie wymienili się już śliną, zapaliły się światła. Moi znajomi zaczęli zbierać swoje rzeczy, więc poszedłem w ich ślady. Odwróciłem się przodem do siedzenia i zacząłem zbierać cukierki, które mi wypadły przez dziurawe opakowanie. Kiedy usłyszałem za plecami:
- DAT ASS! - nieco rozbawiony, męski głos rozbrzmiał na całej sali.
Wiedząc, że chodzi o mnie zrobiłem się czerwony jak burak. Jednak po chwili postanowiłem obdarzyć komentatora moim zabójczym spojrzeniem. O dziwo owym chłopakiem był nie kto inny, jak Sehun. Widząc mnie stracił całą, dotychczasową pewność siebie i znacznie zbladł. Podrapał się po karku i zwiał. Wyglądało to tak komicznie, że zapomniałem o Tao i Krisie, którzy zszokowani przypatrywali się całej sytuacji. Uśmiechnąłem się w ich stronę i wzruszyłem ramionami. Dałem im znać, żeby się tym nie przejmowali i ruszyłem w stronę wyjścia. Zdezorientowani towarzysze ruszyli za mną, a Kris rzucił pół żartem, pół serio, że faktycznie mam niezły tyłek. Oczywiście, starałem się puścić to koło uszu, ale mimowolnie na mojej twarzy pojawiły się delikatne rumieńce.
- Yifan, o której masz pociąg? - zapytał Tao, przerywając ciszę.
- Za trzydzieści minut, więc właściwie będę musiał się już zbierać - stwierdził zerkając na zegarek. -Odprowadzicie mnie?
- Jasne! - odparł entuzjastycznie Tao - Co nie Luhan?
- Mhmm - przytaknąłem, nie spuszczają wzroku z moich ślicznych butów. A tak swoją drogą, przydało by się je wyczyścić.
Tak oto zmierzaliśmy na na dworzec. Na zewnątrz było w miarę ciepło, jak na marzec. Jedyną irytującą rzeczą był wiatr, w dodatku zimny. Ciągle rozwiewał moją idealnie ułożoną grzywkę i wyglądałem jak idiota. Na szczęście Tao wyglądał gorzej, wiec mogłem się z niego w duchu podśmiewać.
- Ej, patrzcie w prawo, tam na pasy - polecił nagle Kris. - Widzicie tego pijaczynę?
- Tak - szybko odpowiedziałem, przypatrując się mężczyźnie w średnim wieku, który zataczał kółka na chodniku. Muszę przyznać, że patrząc na sytuację, to nieźle się trzymał. W ciągu dwóch minut nie upadł ani razu, a to już wyczyn. - Dobrze mu idzie - oznajmiłem, a w głosie wyczułem nutkę podziwu. Może to dlatego, że nigdy nie byłem pod wpływem alkoholu, a pijacy jakich znam nie są w stanie zrobić kroku bez pomocy osób trzecich.
- Nie rozumiem czym tu się tak jarać - prychnął Tao. - Lepiej się pośpieszmy, bo pociąg niedługo odjeżdża.
Jak powiedział, tak zrobiliśmy. Na peron przybyliśmy w samą porę, ponieważ pociąg czekał już na pasażerów. Yifan przytulił Tao na pożegnanie i o dziwo rozłożył ręce również w moją stronę. Przyznam szczerze, że nie jestem przyzwyczajony do kontaktu fizycznego, ale ramiona Krisa są idealnym miejscem dla mnie. Kiedy już mnie puścił, uśmiechnąłem się do niego. Gdy wsiadał do pociągu, pomagaliśmy mu i sami ruszyliśmy we własną stronę.
- I co sądzisz? - zapytał zaciekawiony Tao.
- Jest świetny - odpowiedziałem krótko z uśmiechem na twarzy.
- Wiesz, ja się mu chyba podobam. Nie wiem co robić - wyznał, a mnie kompletnie wmurowało. Dlaczego tylko ja się nigdy nikomu nie podobam? To nie fair. Życie to wredna suka.
- Jeśli mu się podobasz, to czemu by nie skorzystać? - starałem się być dobrym przyjacielem i własne potrzeby zepchnąć na dalszy plan.
- No nie wiem, trochę się boję - przyznał, mijając kolejne skrzyżowanie.
- Niby czego? Przecież wiesz, że nigdy nie chciałbym twojej szkody.
- Oczywiście, ale Kris po prostu jest bardziej doświadczony.
- Nie widzę problemu. Ty ode mnie też jesteś bardziej doświadczony i nic się nie dzieje - stwierdziłem.
- Luhan, każdy jest od ciebie bardziej doświadczony - roześmiał się.
- Spadaj! - naburmuszyłem się. Byliśmy już pod galerią i dochodziła godzina spotkania z Joy. Postanowiłem rozstać się z Tao, żeby nie stresować jeszcze bardziej dziewczyny. - Wybacz Tao, ale muszę iść pogadać z moją kuzynką. Zadzwonię wieczorem, ok?
- Jasne. Pa jelonku
Kiedy ponownie znalazłem się w środku galerii, poczułem przyjemne ciepło. Zdjąłem swoją kurtkę i schowałem czapkę do torby. W ciągu minuty znalazłem się na piętrze z restauracjami, gdzie miałem się spotkać z kuzynką. Powolnym krokiem ruszyłem w stronę naszej ulubionej kawiarni. Kiedy wszedłem do środka, zauważyłem piękną dziewczynę, która posłała mi serdeczny uśmiech. Patrząc na nią, zastanawiałem się dlaczego Sungjae z nią zerwał. Gdybym nie był z nią spokrewniony albo chociaż interesowały by mnie dziewczęta, to z pewnością nie dałbym jej odejść. Podszedłem do stolika i usiadłem naprzeciwko.
- Hej Joy - przywitałem się z szerokim uśmiechem na ustach.
- Hej Lu, umiesz tańczyć? - zapytała na wstępie.
To pytanie wydało mi się niebezpieczne. Nie wiem do czego zmierza ta dziewczyna, ale na pewno to się dla mnie źle skończy.
A/N: Ohayo hunhaniary ;) W następnym rozdziale czas się rozkręcić ;-;


Komentarze
Prześlij komentarz