Wiesz, że cie lubię... - rozdział 3
A/N: Poprawiłam niektóre błędy. Nienawidzę pisać na telefonie, ale jestem do tego zmuszona. Przepraszam za pozmieniane literki ;)
- Hej Lu, umiesz tańczyć? - zapytała na wstępie.
To pytanie wydało mi się niebezpieczne. Nie wiem do czego zmierza ta dziewczyna, ale na pewno to się dla mnie źle skończy.
- To zależy, Joy. W co próbujesz mnie wkręcić?
- Nie mam partnera do poloneza... Pomyślałam więc, że ty możesz nim zostać - uśmiechnęła się uroczo i posłała mi spojrzenie spod, opadającej na jej czoło, grzywki.
- Tego tańczyć nie umiem - westchnąłem i zawołałem kelnerkę, która akurat przechodziła obok stolika.
- W czym mogę pomóc? - zapytała uśmiechnięta blondynka w wieku Joy.
- Poproszę filiżankę herbaty. Chcesz coś dla siebie? - lekko kopnąłem kuzynkę pod stołem. Tak, wiem, że jestem prawdziwym dżentelmenem. Jednak jakakolwiek możliwość zaczepki dziewczyny, dawała mi ogromną satysfakcję.
- Ja poproszę latte macchiato - posłała uśmiech kelnerce, a mnie spiorunowała wzrokiem. Wyglądała uroczo. Aż się dziwię, że jesteśmy spokrewnieni.
Blondynka przyjęła zamówienie i udała się do barku, gdzie znajdował się barista. Przyglądałem się jego idealnym ruchom. Przy okazji mogłem podziwiać dobrze zbudowane ciało, przystojnego właściciela. Właściwie przez rude włosy przypominał mi wiewiórkę, ale to akurat było słodkie. Miał również urocze oczka i czarujący uśmiech. Niestety jego obserwację przerwała mi Joy, która odwdzięczyła się i kopnęła mnie chyba z całej siły w kostkę.
- Pogięło cię? - warknąłem, rozmasowując swoją obolałą kostkę. Posłanie zabójczego spojrzenia w tej sprawie nie wystarczyło, musiałbym ją zabić własnymi rękoma. Wyznaję zasadę, że dziewczyn się nie bije, ale Joy się do tego nie zalicza. Ona jest diabłem wcielonym.
- Było mnie słuchać, a nie gapić się na tyłek kelnerki - stwierdziła, a ja miałem ochotę dłonią przywalić sobie w czoło. Myślałem, że moja kuzynka jest spostrzegawcza, niestety się pomyliłem. Na domiar złego blondynka, o której mowa akurat przyniosła zamówienie.
- Twoja kawa - położyła kubek przed Joy. - A tu twoja herbata - stwierdziła bazgrząc coś w notatniku. Po chwili oderwała karteczkę i położyła na spodku, który po chwili znalazł się przede mną.
- A to? - zapytałem, nie ukrywając zdziwienia.
- To mój numer telefonu - puściła mi oczko i odeszła. Dałbym sobie rękę odciąć, że teraz specjalnie zakręciła tyłkiem, żebym był jeszcze bardziej zainteresowany. Biedna dziewczyna nie wie, że zdecydowanie bardziej wolałbym numer i tyłeczek baristy. Boże, Luhan ogarnij się. Masz szesnaście lat, nie myśl o tym - skarciłem się w duchu i przeniosłem swoją uwagę na kuzynkę, szczerzącą się do mnie jak mysz do sera.
- O co ci chodzi? - burknąłem, biorąc łyk herbaty.
- Luhan, pamiętam jaka byłam w twoim wieku, więc mam dla ciebie małą radę. Macie się zabezpieczyć, jasne? - kiedy sens jej zdań dotarł do mojego mózgu, moje ciało samoistnie zareagowało. Wyplułem herbatę, której jeszcze nie zdołałem połknąć, na twarz mojej kochanej kuzynki.
- Oszalałeś? - wrzasnęła obrzydzona.
- Przepraszam, przykro mi. - Wbrew wypowiedzianym słowom, na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, pełen zadowolenia. Podałem Joy chusteczki, żeby mogła się wytrzeć i wróciłem do picia.
- Właśnie widzę - żachnęła się. - Naprawdę jesteś niewychowany.
- Wypraszam sobie! Nikt w szkole nie ma zastrzeżeń do mojego zachowania - stwierdziłem, zerkając na karteczkę.
- Widocznie diabeł wychodzi z ciebie po skończonych zajęciach. Biedna dziewczyna. - westchnęła upijając łyk latte macchiato z domieszką herbaty. I kto tu jest obrzydliwy?
- Nie rozumiem czemu tak uważasz. Poza tym nie mam zamiaru się z nią umawiać - Według karteczki miała na imię Jinah. Szczerze mówiąc to imię nie zachwyca, ale sama dziewczyna była nawet ładna. Może Tao by się w końcu nawrócił czy coś.
- Taka szara myszka za dnia, diabeł w nocy... no wiesz o co mi chodzi - Joy lekko się zawstydziła.
- Joy, ty się rumienisz! Czy, czy ty pomyślałaś o TYM?! Za kogo ty mnie w ogóle uważasz? - zapytałem zirytowany.
- Luhan, masz szesnaście lat. To normalne, że chcesz zaliczyć. W końcu hormony ci buzują - stwierdziła, uważając że na mnie najlepiej.
- Wcale nic mi nie buzuje! Jeśli skończyłaś na siłę robić ze mnie normalnego nastolatka, to pozwolisz, że wyjdę. Mam anime do nadrobienia - stwierdziłem i wstałem z miejsca. Joy tylko się zaśmiała i jednym pociągnięciem za rękę, zmusiła mnie abym wrócił na miejsce. Skąd ta dziewczyna ma tyle siły?
- Nie skończyłam jeszcze - posłała mi szatański uśmiech. - Masz nauczyć się poloneza. Akurat całkiem przypadkiem odbywa się dziś próba. Jestem pewna, że przewodniczący wyjaśni ci o co tam chodzi.
Boże, czemu zesłałeś do mnie tak upartą dziewczynę?
A/N: Króciutki rozdział ;-; Hunhan jednak będzie w następnym odcinku ;)
Dziękuję za wsparcie ♥


Komentarze
Prześlij komentarz