Wiesz, że cię lubię... - rozdział 4
A/N: 4 rozdział tego samego dnia, upewnijcie się, że przeczytaliście poprzednie! Z góry dziękuję za komentarze czy coś ♥
Szkoła, do której chodziła Joy była ogromna. Miała wielkie boisko, ogrodzone wysokim płotem, wręcz idealne go grania w nogę. Gdybym tylko miał przy sobie piłkę, od razu bym je wypróbował. Może i jestem leniem, ale pokopać sobie lubię.
Kuzynka przeprowadziła mnie przez dziedziniec i z tego co ustaliłem, kierowaliśmy się na halę gimnastyczną.
- Luhan, denerwujesz się czymś? - zapytała po chwili. Widocznie zauważyła jak zaciskam dłonie w pięści.
- Ja? Czy ja kiedykolwiek stresowałem się, gdy miałem poznać nowych ludzi, z zupełnie różniącego się od mojego środowiska? No co ty - posłałem jej sugestywne spojrzenie i gwałtownie wypuściłem powietrze z płuc.
- Ej, spokojnie! Nasz przewodniczący jest świetny! Na dodatek tylko dwa lata starszy od ciebie. Może i nie wiesz, ale wszyscy w naszej szkole są cudownymi ludźmi. Dlatego wyluzuj i nie spinaj się tak - Joy próbowała mnie podnieść na duchu.
- Łatwo ci mówić. Ty ich znasz trzy lata, ja nawet ich na oczy nie widziałem - żachnąłem się.
- Zaufaj mi - westchnęła dziewczyna, otwierając drzwi na halę.
Sala gimnastyczna była ogromna. Teraz zdobiły ją przyczepione do drabinek, niebieskie i białe balony. Oświetlenie pozostawiało wiele do życzenia, gdyż słabe żarówki nie dawały sobie rady z półmrokiem panującym na zewnątrz. W kącie, przy nagłośnieniu znajdowała się grupka ludzi, którzy zaciekle o czymś dyskutowali. Naprzeciwko mnie rozmawiała dwójka chłopaków. Widziałem tylko jednego, który ciągle mnie obserwował. Wydawało mi się nawet, że o mnie mówił. Drugi natomiast stał do mnie plecami i ani śnił się odwrócić. To akurat jest plusem, bo tyłeczek miał obłędny. Poczułem jak zapiekły mnie policzki i aby to ukryć odwróciłem się w stronę Joy.
- Coś ty taki czerwony? Spodobał ci się ktoś? - zapytała rozbawiona, mnie natomiast nie było do śmiechu.
- Może - burknąłem i z powrotem zerknąłem na tyłeczek. Tylko tym razem zobaczyłem twarz właściciela, który natychmiast odwrócił głowę. Był nim nie kto inny, jak Oh Sehun. Czy życie robi sobie ze mnie jaja? - zapytałem sam siebie i zarumieniony spuściłem wzrok.
- O! Przewodniczący już jest. Luhan, chodź szybko - rozkazała Joy i pociągnęła mnie w stronę Sehuna.
- Życie zdecydowanie robi sobie ze mnie jaja - szepnąłem pod nosem, ignorując zaciekawione spojrzenie Joy.
Sehun stał w tym samym miejscu i nadal rozmawiał z jakimś przerośniętym chłopakiem. Chociaż Oh też był wysoki. Wychodzi na to, że to tylko ja mam marne metr siedemdziesiąt. Westchnąłem cicho i stanąłem schowany za Joy, przed właścicielem najlepszego tyłka w Seulu. Zauważyłem, że chłopak nie patrzy na moją kuzynkę tylko wymienia sugestywne spojrzenia ze swoim kolegą.
- Siemka Hun - przywitała sie Joy. - A ty Chanyeol sprawdź czy się nie potrzebują przy nagłośnieniu.
-Jestem pewien, że dadzą sobie radę ... - przerwał kiedy dziewczyna posłała mu jednoznaczne spojrzenie. - Jasne, już idę - obruszył się chłopak i powolnym krokiem zmierzał ku grupce wybitnych dźwiękowców.
- Jest sprawa przewodniczący - zaczęła prosto z grubej rury. - Mój partner nie umie tańczyć, mógłbyś coś z tym zrobić? - zapytała, a mina chłopaka była bez emocji.
- Twój partner? - powtórzył uśmiechając się blado. - Jasne, że pomogę. W końcu takie jest moje zadanie.
- No to świetnie! - ucieszyła się. - To ja zmykam. Pa Lu, dzięki Sehun.
- Czekaj, co? Nie zostawiaj mnie! - zawołałem za nią z paniką w głosie. Jestem pewien, że niepokój wskazywała moja postawa. Bo zazwyczaj nikt nie robi się blady, jak ściana sam z siebie.
- Damy sobie radę sami - Oh posłał mi najbardziej czarujący uśmiech, jaki kiedykolwiek widziałem. - Możemy zaczynać?
- O-okej - zająknąłem się. Postanowiłem, że dam sobie szansę i nie pobiegnę za moją kuzynką jak małe dziecko.
- Pokażę ci najpierw jaką pozę musisz przybrać. Jak chcesz możesz mnie naśladować - rzekł chłopak, a po chwili wyprostował się. Swoją lewą rękę schował za plecami, a prawą wyciągnął w moją stronę, jakby czekał aż podam mu swoją dłoń.
- Mam ją chwycić? - zapytałem zdezorientowany.
- Tak, teraz przejdziemy do kroków. Na trzy zacznij lewą nogą - polecił. Raz.. Dwa... I trzy - ruszyliśmy równo przed siebie. Zauważyłem, że chłopak bardziej akcentował niektóre kroki, więc postanowiłem go naśladować. - Bardzo dobrze ci idzie! - pochwalił mnie.
- To nie jest takie trudne - stwierdziłem. - Nie rozumiem dlaczego Joy nie mogła mi tego wytłumaczyć.
- Jest zbyt leniwa - rzekł Sehun, zatrzymując się. - Więc z nią chodzisz?
- Ja? - zdziwiłem się. - Jestem od niej trzy lata młodszy, więc...
- Nikomu nie powiem - przerwał mi chłopak.
- Nie, nie rozumiesz - stwierdziłem i chciałem wytłumaczyć nieporozumienie, ale Sehun mi nie pozwolił.
- Miłość nie wybiera, nie masz czego się wstydzić. Wyglądasz na starszego, w dodatku jesteś przystojny. To normalne, że Joy ... - tym razem on nie dokończył wypowiedzi.
Tuż przed nami upadł chłopak. Nie widziałem twarzy, ale jego łydki wyglądające spod podwiniętych spodni, przykuły moją uwagę. Następnie skierowałem wzrok na umięśnione ramiona. Większy problem ukazał się, gdy dostrzegłem twarz. Ciemne oczy, wyglądały jakby skrywały mnóstwo tajemnic. Prosty nosek i pełne usta, które przyciągały wzrok. - Co za ciacho - rozmarzyłem się o nim. - Jednak Sehun też wygląda jak bóg z mitologi - kończąc swoje myśli westchnąłem cicho. Chłopak, który zdążył już pozbierać się z podłogi miał minę Joy, która odkryła jakąś moją tajemnice. Onieśmielony przeniosłem wzrok na Sehuna, który swoją drogą wyglądał tak, jakby zobaczył ducha.
- O co wam chodzi? - zapytałem w końcu, gdy nie mogłem już znieść ciszy.
- Serio przypominamy ci bogów? - pytanie Sehuna sprawiło, że moje serce chciało rozerwać mi pierś.
- J-ja, muszę już iść - szybko wybiegłem z sali. Jakby ktoś zobaczył mnie na ulicy pomyślałby, że to Halloween, a ja przebrałem się za dorodnego pomidora. Na szczęście jest już ciemno. Ale niestety zrobiłem z siebie pośmiewisko. Myślę, że teraz nikt nie zapyta, dlaczego nie lubię poznawać nowych osób.


Komentarze
Prześlij komentarz