Do you wanna play a game? - Intrygi matek w świetle ognia
A/N: Nie nazwałabym tego rozdziałem... To po prostu taki dodatek.
W każdym razie - miłego czytania bądź czekania <3
Za oknem było już całkiem ciemno. Ogień buchający w kominku, który stał w rogu rozświetlał częściowo pokój. Na kanapie siedziały dwie kobiety. Rozmawiały, trzymając w drobnych i zadbanych dłoniach kubki z gorącą czekoladą. Ciemne włosy opadły na policzek jednej z nich. W tym świetle nie było zbyt wiele widać, jednak zdarta skóra odznaczała się na nieskazitelnym ciele. Opis ten pasował jedynie do mamy Sehuna. Trzęsącymi się rękoma trzymała naczynie pełne gorącego napoju. Druga kobieta, będąca jej kompletnym przeciwieństwem ujęła jej dłonie, pokazując przy tym wsparcie. Dokładnie zaczesane do tyłu, złoto-brązowe włosy. Czerwona szminka podkreślająca pełne usta. Ciemny makijaż. Bez wątpienia tą osobą była pani Kang. Ten widok mógł wydawać się nierealny. Zimna dama, której szczęście dziecka zupełnie nie obchodzi, przybrała maskę troskliwej i ciepłej. Jednak czy maska ta ukazuje jej prawdziwą duszę, czy jest tylko kolejnym jej wcieleniem? Odpowiedź nigdy nie będzie oczywista, zwłaszcza iż ta kobieta ma swój cel.
- Jaehee, jesteś pewna czy ten plan jest dobry? - zapytała niepewnie czarnowłosa, spuszczając wzrok na kubek parującego napoju.
- W przeciwnym razie nie zawracałabym ci teraz głowy - westchnęła. - Wiem, że to dla ciebie trudny okres. Twój mąż... - urwała, widząc wzdrygnięcie swojej przyjaciółki. - Po prostu uważam, że nasze dzieci powinny być razem.
- Nie sądzę, że Sehun byłby odpowiednim mężem dla Luhana, Jae. Oczywiście, mój syn jest dobry, nigdy nie sprawiał mi problemów, jednak.. je..dna.. - nagły potok łez nie pozwalał jej skończyć zdania, dławiła się nimi. - On.. on nie miał dobrych wzorców. Na-nawet nie wyobrażam sobie co musiał przeżywać, co czuł, gdy jako dziecko został zdradzony przez własną rodzinę. W domu, który miał zapewnić mu bezpieczeństwo zostało mu wszystko odebrane... - Kobieta zrobiła krótką przerwę na wytarcie łez. -Ja, ja nie zasługuję na bycie jego matką, nie mam prawa za niego decydować - mówiła, zakrywając swoją twarz, zalaną łzami.
- Moja kochana, czasu nie da się cofnąć. Nadal jesteś jego kochaną matką, za którą odda wszystko. To co zrobił twój mąż... - westchnęła - nie mogłaś nic zrobić. On jest od ciebie silniejszy, zawsze był. Manipulował innymi ludźmi, szedł do celu po trupach. To zrobiły z nim długi, lecz ty go kochałaś, a miłość jest ślepa - tłumaczyła, głaszcząc swoją przyjaciółkę po głowie. - Może nie jestem odpowiednią osobą, żeby to mówić. W swoim życiu wiele zrobiłam, jednak niczego nie żałuję. Wiem, że to jest najodpowiedniejsze. Ufam też, że podejmiesz słuszną decyzję. Ten ślub może rozwiązać wszelkie problemy.
- Może też je stworzyć - wtrąciła się pani Oh. - To nie są stare czasy. Nie potrafię.. nie, to złe słowo. Nie mogę dopuścić do powtarzania błędów z przeszłości. Zrozum Jaehee, oni też mają uczucia. Nie udawaj, że tego nie widzisz. Znam cię już od dawna i wiem jak traktujesz swojego syna. Nie widzisz jak bardzo go krzywdzisz? - zapytała, patrząc wprost w brązowe, a zarazem puste oczy.
- Robię to, aby stał się silniejszy - rzekła, pewna swych słów.
- Przecież są na to lepsze sposoby! Na miłość Boską, przestań traktować Luhana, jakby nie był twoim synem.
- Może i istnieją inne sposoby, jednak ja nie zmienię swojego zdania. Poza tym...-przerwała na moment - nie uważasz, że to sprawia, iż są sobie bliżsi?
- Sądzę, że to za wcześnie. Dajesz im zdecydowanie za mało czasu - stwierdziła, wstając z kanapy. Podeszła do okna i spuściła rolety. - Widzisz, ich dzieli taka tkanina - pogładziła materiał zasłaniający szybę. Można pomyśleć, iż łatwo się jej pozbyć, ale trudno to zrobić bez sznurka. Nawet jeśli go znajdą to nie zagwarantuje, że się całkiem zjednoczą.
Kobieta, która do tej pory siedziała na kanapie postanowiła podejść do swojej przyjaciółki. Gdy wstała poprawiła swoją podwiniętą, tiulową bluzkę i wyprostowała czarną spódnicę. Uprzednio odkładając kubek z gorącą czekoladą na mały, dębowy stolik.
- Możemy im pomóc - odezwała się tuż za plecami mamy Sehuna.
- Jak chcesz im pomóc? Nie możemy ingerować w ich związek - westchnęła, spisując pomysł swojej przyjaciółki na straty, zanim ta zdążyła się nim podzielić.
- Nie rozumiem o co ci chodzi, kochana. Ja tylko chciałam zjeść rodzinny obiad z moją przyjaciółką i jej synem - oznajmiła, uśmiechając się lekko. Z tym, że to nie był zwyczajny uśmiech. Był taki jak osoba, do której należał - przebiegły i wyrachowany. Kobieta zajmująca się wcześniej roletami, odwróciła się nagle, z miną mówiącą "Moja przyjaciółka jest geniuszem".


Komentarze
Prześlij komentarz