Photograph

A/N: Uwaga, pisane na telefonie.



Miniaturka? A może nawet mniej ;-;  ma raptem 650słów
SeBaek

Od dziecka interesuję się fotografią. Inspiruje mnie dosłownie wszystko. Ludzie, których mijam na ulicy, drzewa szumiące w parku i delikatne fale na tafli wody, są one moim bodźcem do stworzenia niesamowitych ujęć.

W dniu moich osiemnastych urodzin otrzymałem od mojego chłopaka, a właściwie narzeczonego - Sehuna upragniony polaroid. Nie posiadałem się ze szczęścia, kiedy go ujrzałem, otworzywszy pudełko. Rzuciłem się w ramiona chłopaka i wycałowałem po całej twarzy. Nie mogłem się doczekać, aż wypróbuję aparat, a pierwsze co przyszło mi do głowy, to sfotografowanie mojego ukochanego. Efekt, jaki ujrzałem powalił mnie z nóg.

Sehun był bardzo przystojnym chłopakiem. Mimo swoich dwudziestu czterech lat wyglądał dużo młodziej. Miał gęste, brązowe włosy i oczy tego samego koloru. Zdjęcie idealnie oddało jego gładką skórę, którą w dzieciństwie, podczas wspólnej zabawy smarowałem kremami mamy.
Postanowiłem od razu przyczepić fotografię na korkową tablice w moim pokoju. Gdy emocje minęły, przypomniałem sobie, że zostawiłem gości samych, więc niezwłocznie opuściłem swój pokój i wraz z narzeczonym dołączyliśmy do nich.

Kiedy weszliśmy do pokoju Sehun pochwalił się, iż dostał propozycję pracy w Ameryce, która była nie do odrzucenia. Z jednej strony ucieszyłem się, że jego marzenia odnośnie pobytu w USA się spełnią, zaś z drugiej wiedziałem, iż będę za nim tęsknił.

Tydzień później, gdy wracałem ze szkoły, minąłem sklep RTV. Telewizory na wystawie przedstawiały relacje dziennikarza z wypadku samolotowego. Zamarłem, gdy dowiedziałem się, że to był ten sam samolot, którym miał lecieć mój chłopak. Natychmiast wyjąłem swoją komórkę i wybrałem numer do moich rodziców. Miałem nadzieję, że wiedzą o całym tym zajściu i powiedzą, iż Sehun siedzi teraz przy nich i śmieje się ze swoich żartów. Niestety nikt nie odebrał telefonu. Mimo paraliżującego mnie strachu na myśl, że już nigdy nie zobaczę swojego narzeczonego, ruszyłem pędem do swojego domu. Nie zważałem na przechodniów, których potrącałem po drodze. Po prostu chciałem porozmawiać z rodzicami. Kiedy w końcu dotarłem na miejsce, widok jaki ujrzałem utrzymał mnie w moich podejrzeniach.

Tata siedział na kanapie, wpatrując się w pustą przestrzeń, a mama miała całe czerwone oczy od morza wylanych łez. Poczułem jak moje serce zastygło na ułamek sekundy. Wszystko co odrzucałem okazało się prawdą. Bez słowa minąłem rodziców i zamknąłem się w swoim pokoju.

Czułem jak łzy napływają mi do oczu, a ręce drżą. Nogi miałem jak z waty, więc ledwie co doszedłem do łóżka, a już straciłem nad nimi panowanie. Nie miałem siły wstać, po prostu siedziałem na chłodnej podłodze, myśląc o Sehunie. Mój szloch roznosił się po całym pomieszczeniu i odbijał się echem od prawie pustych ścian. Nagle usłyszałem znajomy mi głos. Pomyślałem, że oszalałem, bo w moim pokoju nikogo nie było. Zignorowałem go i dalej pogrążałem się w myślach. Osłupiałem ze zdziwienia, gdy ponownie w pomieszczeniu rozbrzmiał ten sam dźwięk.

- Nie płacz mały. - Głos próbował mnie uciszyć, co doprowadziło do jeszcze większego niepokoju w moim sercu.

- Kto tu jest? - zapytałem ochrypłym głosem.

- Podejdź do biurka Baekhyun. - polecił, a ja grzecznie przy nim usiadłem.

Zaraz, gdy to zrobiłem, mój wzrok przeniósł się na zdjęcie narzeczonego, które wisiało na ścianie. Przez chwile wydawało mi się, że obraz w nim poruszał się. Przetarłem załzawione oczy i uważnie przyjrzałem się twarzy. Sehun posyłał mi ciepły uśmiech, który zawsze widniał na jego twarzy, gdy byłem smutny. Po chwili uśmiechniętą twarz zastąpiła smutna mina.

- Wiem, że jest ci ciężko, ale pamiętaj, zawsze będę przy tobie. - Zdjęcie, jakby zaczarowane, przekazywało mi wiadomość, którą tak bardzo pragnąłem usłyszeć.




Od tamtej pory rozmawiałem z nim codziennie. Gdy opowiadałem swoje śmieszne historie, chłopak uśmiechał się. Kiedy dzieliłem się z nim problemami, udzielał mi rad. Kochałem z nim rozmawiać. Cieszyłem się, że mam fotografię, z którą mogę kroczyć przez życie.

Gdy rodzice posłali mnie do psychologa uparcie mu tłumaczyłem, że mój Sehun naprawdę tu jest, rusza się i rozbawia mnie. Nie dałem sobie wmówić, że to zwykła iluzja. To działo się naprawdę, a ja nie jestem wariatem.





A/N: Nadal nie jestem przekonana do SeBaeków mimo, iż Seiki twierdzi, że są genialne. No ale cóż, nuda i sprawny telefon wystarczy, aby powstało to... to coś ;-; idk

Komentarze

  1. Oesu.. ciekawy pomysł, nie powiem, że nie. Napisałaś tak zwięźle i konkretnie ale ten wypadek i śmierć Sehuna.. Uhhh moje feelsy! to takie przykre, ten mu dał polaroid, Baek był taki szczęśliwy a nagle taka tragedia.. smutek, uh. Ale genialne, lubię bardzo sebaeki~~

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty