World of wonders - rozdział 1

Pairing główny: HunHan
Pairing poboczny: Taekai, Taoris
Gatunek: angst, fantasy




To kolejny trudny rok, który przyniósł marne plony. Wszyscy ciężko pracują, aby związać koniec z końcem. Poddani coraz częściej skarzą się na bandytów, którzy napadają ich powozy, doszczętnie plądrują i je podpalają, zostawiając półżywych właścicieli na pastwę losu. To czas, w którym wkracza straż królewska...

Czarna strzała, która musnęła skórę Jongina, żeby potem wbić się w dąb za nim, przykuła uwagę wszystkich. Mężczyzna odskoczył w bok. Jednak zahaczył swoją peleryną o krzew róży, rozrywając ją. W ułamku sekundy posłał porozumiewawcze spojrzenie do swojego partnera i potwierdził swoje przypuszczenia.  

- To jest napad! Szybko zabierzcie stąd księcia, to jest niebezpieczne! - krzyczał wysoki blondyn z roztrzepanymi włosami. Widać było jak całe jego ciało spięło się. Dobył swojego miecza i zaczął się wycofywać, dając znak Jonginowi, aby też to zrobił. 

- Taeminie, nie jestem już małym dzieckiem, które nie potrafi o siebie zadbać - oznajmił młody chłopak, wysiadając z powozu. Wyglądał na góra osiemnaście lat. Jego brązowe oczy dokładnie ilustrowały otoczenie, analizując sytuację. Uszy przypominające te u elfa przysłuchiwały się wszystkiemu dookoła. Drobne ciało pokryte czarną zbroją hamowane było przez jeden dodatek, którego nigdy nie chciał. Odpiął swą królewską pelerynę, która krępowała jego ruchy i dobył swojej katany.

- Książę, co ty wyczyniasz? - oburzył się Jongin, próbując się do niego zbliżyć i bronić za wszelką cenie, jednak różany krzew nadal nie dawał mu odejść.

Nim pozostali doczekali się odpowiedzi królewicza, kolejna strzała mknęła w stronę powozu. Tym razem celowano w księcia. Ten bez słowa obniżył swą sylwetkę i gwałtownym, ale eleganckim ruchem przeciął strzałę na równe połówki. Stało się to w takim tempie, że można było jedynie dostrzec jak różowa grzywka następcy tronu ponowie opada na jego czoło.

- Ktokolwiek zaplanował ten bunt - zaczął chłopak. Jego ton idealnie pasował do rodziny królewskiej. Był władczy i ostry, ale też głęboki z nutką ciepła. - Nie może liczyć na łaskę z mojej strony. Jeśli tylko znajdziemy sprawców, a uwierzcie mi że to wkrótce nastąpi, będziecie mogli spodziewać się natychmiastowej śmierci. Jednakże! Dam wam wybór. Albo natychmiast się wycofacie i wrócicie do swoich rodzin, albo już nigdy ich nie zobaczycie - skończył, dając znać swoim wiernym sługom i jedynym przyjaciołom, żeby stali w gotowości.

Królewicz ostrożnie odwrócił się na pięcie i zrobił krok w stronę powozu. Jak na zawołanie wystrzelono kolejną strzałę. Różowowłosy spodziewając się kolejnego ataku, po raz drugi ją przeciął. Zaśmiał się perliście i spojrzał w oczy atakującego. Doskonale wiedział gdzie się znajdował, ponieważ uważnie przeanalizował trajektorię lotu. Zdziwiony terrorysta, dostrzegając przenikliwe spojrzenie księcia, poczuł skruchę i skulił się pod wpływem przytłaczającej go siły.

- Jongin, Taemin! Pozbądźcie się ich - rozkazał, a uśmiech nie schodził mu z twarzy. To nie tak, że był przesiąknięty złem, a zabijanie sprawiało mu przyjemność. Po prostu był zadowolony, iż kolejny raz pokazał znaczącą różnicę pomiędzy strażnikami ludzi, a marnymi, barbarzyńskimi mieszańcami z ciemnej strony. Tym bardziej, że gardził tymi prymitywnymi istotami. Posiadanie ogromnej mocy, zwiększonej odporności i zwinności jest daremne, jeśli nie potrafi się tego dobrze wykorzystać.

Królestwo, które rządzi najróżniejszymi istotami jest jak więzienie. Tak naprawdę rodzina królewska jest niczym poza strażnikami, a mieszkańcy są więźniami. Jak w każdym zakładzie karnym wybuchają bunty, a strażnicy muszą się ich pozbywać. Czy to ma jakikolwiek sens? Tym istotom nigdy nie przyjdzie do głowy poddanie się. Pragną oni całego świata, pragną przejąć królestwo ludzi. Strażnicy tylko ich spowalniają lecz wcale nie jest powiedziane, że zawsze dobrze wykonują swoją robotę.

Co jakiś czas musi interweniować ktoś z błękitną krwią. Gdy inni zawodzą, wzywają rodzinę królewską, która musi naprawić cały bałagan. Jednak księciu się to nie podobało. Zawsze uważał, że panujące tu zasady są po prostu śmieszne. Chronić ludzi? Skoro są tak słabi i delikatni jest sens na siłę podtrzymywać ich istnienie? Poza tym żyją o wiele której. Gdy któryś z nich obchodzi setne urodziny inni traktują to jako cud. Sam książę ma już sto osiemdziesiąt lat. Jego tata niedawno skończył czterysta lat, a młodsze rodzeństwo miało po sto pięćdziesiąt. To po prostu śmieszne. Niedługo, bo w swoje dwusetne urodziny książę przejmie tron po swoim ojcu i będzie musiał nadal pilnować tych porcelanowych laleczek, jakimi są ludzie.

Jednak czy będąc królem, nie może zmienić panujących praw?

***

Sala tronowa budziła w każdym podziw. Majestatyczne rzeźby przedstawiające poprzednich władców były idealnym dodatkiem, podkreślającym charakter tego pomieszczenia. Wielkie okna osadzone w piaskowym marmurze, przepuszczały masę światła padającego na podłogę. Czerwony dywan prowadził wprost do tronu wykonanego z kości i łusek ognistych smoków. Jego twardość była wręcz bolesna, dlatego król zawsze siedział na czerwonej poduszce splecionej z włókien kwiatów ruki. 

Królewicz wraz ze swoimi sługami, Taeminem i Jonginem zostali wezwani, aby przedstawić raport królowi. Dziedzic szedł pewnym krokiem, prowadząc za sobą przygaszonych i potulnych mężczyzn. Gdy znajdowali się odpowiednio blisko tronu książę się zatrzymał i przyklęknął na jedno kolano.

- Twój wierny syn, pierwszy książę Luhanne przybył, mój panie - oznajmił pochylając swą głowę.

- Synu powstań - rozkazał król, swym ciepłym głosem. - Wezwałem tu ciebie i twoich wojowników, ponieważ się martwiłem - oznajmił i wziął głęboki oddech. - Martwię się również o naszą przyszłość. Nasi poddani coraz częściej wszczynają bunty i są coraz mniej posłuszni. Mój przyjaciel, król ludzi również ma obawy. - Książę wzdrygnął się o wzmiance o ludziach, jednak próbował tego nie okazywać i dalej słuchał ojca. - Proszę cię jedynie, abyś uważał.

- Ojcze, wiesz że dam sobie radę. W moich żyłach płynie błękitna krew, przodkami naszego rodu były anioły i demony. Żaden barbarzyńca nie jest w stanie mnie pokonać - oznajmił dumnie.

- Pamiętaj, że twoja matka zginęła z rąk tych barbarzyńców - Król uniósł swój głos, wstając z tronu. - Możesz tego nie pamiętać, byłeś małym chłopcem i miałeś zaledwie dziesięć lat, jednak takie są fakty - podszedł do swojego syna i położył dłoń na jego ramieniu. - Liczę, że w przyszłości będziesz lepszym królem ode mnie i zapobiegniesz wojnie między tymi dwoma światami - powiedział dużo łagodniej, roztrzepując włosy swojego syna, w czułym geście. - Możecie się już udać do swoich komnat - oznajmił i odwracając się na pięcie udał się na swój tron.

- Żegnaj ojcze - rzekł słabo Luhanne i nie czekając na swoich towarzyszy udał się szybkim krokiem do swojego pokoju.

*

Gdy książę wszedł do swojej komnaty, panował tam mrok. Potężne zasłony zasłaniały wielkie okna, lecz po ich rozsunięciu nadal było ciemno. Chłopak postanowił zapalić pochodnię dającą najwięcej światła, ale nigdzie nie mógł znaleźć źródła ognia. Postanowił więc udać się do składziku w pokoju służby, gdzie zamiast gustownych świeczników wisiały stare pochodnie.

Wyszedł ze swojej komnaty kierując się długim korytarzem. Po drodze mijał służbę, która oddawała mu pokłony, jakby był jedynym panem tego świata. Nim się spostrzegł był już pod solidnymi, drewnianymi drzwiami do pokoju zamieszkałym przez sługi. Popchnął je i wszedł do środka, lecz ku jego z dziwieniu nie było nikogo w pomieszczeniu. Ciesząc się z faktu, że nikt go tu nie zauważy, ruszył w stronę lichych drzwiczek, prowadzących do magazynku. Przekroczył je, a jego oczom ukazały się zapalone pochodnie. Szczęśliwy wziął jedną do ręki i kiedy już miał wychodzić, usłyszał głos swoich przyjaciół. 

- Król nie powinien wspominać o jego matce - powiedział Jongin, książę doskonale znał jego głos. Postanowił delikatnie rozchylić drzwi, żeby mieć lepszy dostęp do informacji, jakie go interesowały.

- Racja, poza tym to porównanie nie miało sensu, przecież książę nie jest jaki, jak jego matka - zgodził się Taemin. Stał oparty o drewniany stół, trzymając w swojej prawej dłoni czerwone jabłko. 

- Lu w połowie przejął królewską moc, nie powinien mu nikt zagrozić. W końcu jest pierwszym synem. Jego limit krwi przewyższa nawet te, które ma jego rodzeństwo - stwierdził brunet, stojąc naprzeciwko swojego towarzysza. 

- Co racja to racja, jednak obawiam się o przyszłe pokolenia. Nie wydaje mi się, żeby pierworodny był w stanie przekazać tą moc swoim dzieciom - rzekł smutno Taemin, odgryzając kawałek jabłka.

- A co jeśli postarałby się o dzieci z księżniczką Heajung? - zapytał Jongin, ale książę nie mógł dalej słuchać tych herezji. Popchnął drzwiczki magazynu i oparł się o ich futrynę. Zaskoczona i zarazem przerażona służba natychmiast ucichła.

- Wytłumaczcie mi o co tu chodzi! - rozkazał, zdenerwowany.

- No bo widzisz, księże... to nie ta... - jąkał się Taemin. Stanął wyprostowany niczym struna, obok swojego przyjaciela i głowił się co powinien powiedzieć następcy tronu.

- Nie ma sensu tego przed nim ukrywać - stwierdził Jongin. - Książę, wiem że to może być dla ciebie ogromny szok, ale z czasem sam byś to odkrył - westchnął, robiąc krok naprzód. - Twoja matka była człowiekiem.

Niedowierzanie. Pustka. Ciemność. 

Książę usiadł na podłodze, podciągając do siebie swoje nogi. - To nie mogła być prawda. Przecież nie był słaby. Miał ogromną moc. To kłamstwa. Tak, to kłamstwa - powtarzał w myślach niczym mantrę. 

- Uwierz nam - nakazał Taemin, jednak do różowowłosego nic nie docierało. Po kilkunastu minutach walki z samym sobą książę wstał, a jego słowa zdziwiły wojowników.

- Zawołajcie maga, niech zmieni mój wygląd - rozkazał surowym głosem. 

- Dlaczego? Sam możesz to zrobić - zdziwili się oboje, patrząc podejrzliwie na swojego pana. Na ich synchronizacje książę uśmiechnął się blado i pokręcił głową.

- To nie wystarczy - tłumaczył. Podniósł dumnie głowę, prostując się. Jego postawa emanowała władczą aurą. Patrząc na to wojownicy utwierdzali się w przekonaniu, że ich przyjaciel będzie wspaniałym władcą. Nie mogli się już doczekać dnia, w którym ujrzą go na tronie. -  Wybieram się do świata ludzi.

Komentarze

Popularne posty