World of wonders - 3
WOW WOW WOW! Dawno mnie tu nie było :/ Przepraszam za swoją nieobecność, ale nie potrafiłam się zebrać w sobie. Może i to nie jest zbyt popularne opowiadanie w porównaniu do pozostałych, których również nie skończyłam, ale fantasy tego rodzaju jest najbliżej mojemu sercu. Tak więc zapraszam do czytania, ale ostrzegam - dopiero co skończyłam to pisać, więc nie sprawdziłam dokładnie tekstu. Rozdziałów będzie jeszcze sporo, ale będę je pisała na bieżąco (pomysł jest, ale czasu nie ma. Może będą się pojawiać raz na 2 tygodnie.
I żeby sprostować, zarówno Luhan, jak i Sehun są książętami, jednakże w tym rozdziale "książę" przypadkowo pojawiało się tylko przy Sehunie (dawno nie było rozdziału więc tak tylko przypominam, że to w ogóle może nie mieć sensu)
Było już po zmierzchu, kiedy konie pędziły w stronę starego zamku. Przez panujący mrok wydawał się jeszcze bardziej przerażający. Między szczelinami na murze otaczający teren, należący do króla wyrastała winorośl, która oplotła go niczym swoją ofiarę. W oddali dwie wieże wydawały się tak wysokie, jakby mogły sięgnąć nieba. Książę Sehun jechał przodem na swoim czarnym rumaku, przecinając ciemność palącą się, jasnym płomieniem pochodnią. Luhan wpatrywał się w chłopaka, robiąc co chwile krótkie przerwy, aby zorientować się gdzie przebywają.
Z pozoru wydawało się, że jest zaciekawiony królewiczem, ale to miało zdecydowanie głębsze znaczenie. Luhan chciał poznać te słabe istoty, jakimi są ludzie ponieważ on sam pochodzi z łona zwykłego człowieka, chociaż to niestosowne określać matkę następcy tronu zwyczajną. Nawet jeśli książę nie zdawał sobie sprawy jaka była naprawdę, czuł że coś się nie zgadza w historiach jakie opowiadali mu podwładni.
Dnia, którego dowiedział się prawdy o naturze swojej rodzicielki zniknęła część układanki, nad którą głowił się kilka lat. W księgach królewskiej biblioteki, do której prawo miał tylko król, a Luhan włamywał się każdej bezsennej nocy, istniały różnorakie zapiski. Określenie rasy – człowiek, wymazało wszelkie logiczne wyjaśnienia. Od wieków wiadomo, że ludzie nie wiążą się z potomkami potężnych ras, nie dlatego że nimi gardzili, lecz dlatego że byli zbyt słabi na potomstwo. Każda kobieta, nosząca dziecko nieczłowieka umierała przy porodzie, a płód był zbyt słaby na przeżycie nocy. Z czasem zapomniano o przyjaźniach między nadnaturalnymi istotami a ludźmi. Przecięto ich więzi i silniejsi pastwili się nad słabszymi. Dlatego powołano ród królewski na strażników ludzi. Jednakże to nie było istotne dla Luhana, negował istotność tego przedsięwzięcia, jedyne co zaprzątało jego głowę to fakt, że nie powinien był istnieć.
- Już prawie jesteśmy na miejscu – odezwał się Sehun, dorównując prędkości konia Luhana – Zaraz dojedziemy do stajni, dalej będziemy musieli iść pieszo podziemiami – oznajmił.
-Podziemiami? Masz na myśli lochy? - zdziwił się książę, zwalniając. Spojrzał na swojego kompana, który spoglądał na zamek piętrzący się w oddali - Wydaje mi się, że to bardziej ryzykowne niż podjechanie do głównych drzwi zamku.
- Nie kwestionuj procedur królestwa – burknął Sehun zsiadając z konia.
- Ależ nie kwestionuję – odparł Luhan, podążając śladem chłopaka. Gdy jego nogi dotknęły ziemi poczuł ulgę, niezbyt lubi polegać na innych. - Po prostu wyrażam swoją opinię.
- Nie zrozumiesz, wielu czyha na królewską głowę. Nie mając odpowiedniej ochrony nie mogę się narażać na atak wrogów.
- Akurat wiem co to znaczy, nie można nikomu ufać, lecz tchórzostwo nie jest dobrym rozwiązaniem. Nikt nie podąża za słabymi przywódcami, ponieważ taki władca zawsze przynosi nieszczęście na swój kraj. Ludzie są zbyt chciwi, czytałem w kronikach ojca o wszystkich wojnach jakie toczyły się na tych ziemiach i niemal nie wybuchnąłem śmiechem. Naprawdę to, że ktoś wierzy w pogańskie bożki czy też wyznaje chrześcijaństwo jest powodem do przelewu krwi? Czy mały kawałek ziemi jest wart zabijania niewinnych, spalania domostw i lasów, które nawiasem mówiąc są domem dla wielu istot? Uwierz mi, ludzie mają o wiele większe kłopoty, których jeszcze nie odczuwają. - skończył swoje kazanie, pozostawiając zmieszanie na twarzy Sehuna.
Schodząc do podziemi między dwójką panowała głucha cisza. W marę jak ceglane schodki prowadziły w dół, tak atmosfera stawała się coraz gęstsza Twarz księcia, oświetlana nikłym blaskiem pochodni wydawała się nieobecna. Prawdopodobnie mając miliony pytań szukał odpowiedzi na jedno, najbardziej go nurtujące:
- Luhan, skąd ty tak właściwie pochodzisz? - słowa Sehuna odbijały się od ścian, sprawiając że pytanie stawało się jeszcze cięższe, natomiast odpowiedź kurczowo trzymała się języka jego towarzysza. Gdy wydawało się, że odpowiedź jest już tak blisko, wraz z otworzeniem się ust Luhana do tunelu napłynęły nieznane głosy.
Pośpieszne kroki stawały się z minuty na minute coraz głośniejsze, co zmusiło księcia do zlekceważenia swojej ciekawości i obraniu drogi ucieczki. Pociągnął Luhana do jednej z węższych alejek, co na wypadek walki było nieroztropnym posunięciem, ale w tamtej chwili Sehun myślał tylko o oddaleniu się od źródła hałasu. Gdy tylko Luhan dostrzegł szerszy korytarz natychmiast poprowadził tam mniejszego, mimo iż na jego twarzy pojawiło się większe przerażenie. Po kilku metrach oczom wojownika ukazały się kraty, za którymi znajdowały się kobiety. Chociaż nie, Luhan dokładnie przyjrzał się im posturom i twarzom, to nie byli ludzie a ondyny i rusałki. Zdziwiony zatrzymał się i spojrzał na Sehuna, który próbował ukryć się przed przenikliwym wzrokiem osób przebywających w pomieszczeniu.
- No proszę, cóż za przystojniak nas odwiedził drogie siostry, marnotrawstwem byłoby nie skorzystać z danej nam okazji - odezwała się czarnowłosa rusałka, przybliżając się do krat.
- Młoda jeszcze jesteś dziecinko - odezwała się białowłosa ondyna z sąsiedniej celi - nie dostrzegłaś towarzysza naszego ukochanego księcia? - zapytała z wyższością, jakby posiadała ogromną wiedzę. - Nadal ma w sobie coś wyjątkowego.
- Och! - wykrzyknęła trzecia - nie spodziewałam się, że kiedykolwiek cię spotkam pa...
- Wolałbym, abyście zamilkły - oznajmił Luhan, przerywając rusałce. Od razu zapanowała cisza rozproszona od czasu do czasu krzykami najeźdźców. Nawoływań nie było końca.
- Co powinniśmy teraz zrobić? - zapytał szeptem przerażony i zdezorientowany Sehun. - Musimy wrócić do stajni i uciekać do miasta!
Luhan zbeształ go ostrym spojrzeniem, za głośne zachowanie i złapał za rąbek jego szaty. Nasłuchując zaczął prowadzić księcia do głównego korytarza, gdy ustalił że nieznajomi zeszli na niższe poziomy. Dał mu znać, aby zachował ciszę, przykładając palec do ust i pociągnął w stronę wyjścia. Pokonywali kolejne kondygnacje lochów nie spotykając przeszkód, lecz kłopoty zaczęły się na powierzchni.
Dwójka mężczyzn podziwiała piękno koni, kiedy trzech uzbrojonych przeszukiwała torby przywieszone do siodeł. Luhan gestem dłoni kazał ukryć się Sehunowi za stertą siana, znajdującą się blisko wejścia do podziemi, natomiast sam podążył w stronę dwóch wojowników, znajdujących się najbliżej. Dokładnie wiedział kim byli i czego najbardziej pragnęli. Władza - to coś z czym utożsamiały się fearie, istoty nie mające wyrzutów sumienia. Luhan jednym sprawnym ruchem wyjął swą katanę i skrócił dwóch mężczyzn o głowy. Krew zaczęła się lać strumieniami. Spowodowało to niemałe zamieszanie i zajęci dotąd kradzieżą mężczyźni oderwali się od swoich czynności. Pierwszy z nich bez zastanowienia rzucił się z krzykiem na Luhana, który przebił jego ciało jednym pchnięciem. Pozostali zastygli w bezruchu, zdając sobie sprawę z kim mają do czynienia. Wysoki blondyn zaczął uciekać, co zdziwiło księcia Sehuna, który przyglądał się wszystkiemu zza kupki siana. Jednak nawet ucieczka wydawała się nie mieć sensu w walce z tak potężnym wojownikiem. Luhan wyjął sztylet zza pasa, który trafił zbira prosto w głowę. Wszystko działo się w takim tempie, że Sehun nie zdążył zarejestrować momentu, w którym ostatni z bandytów zamachuje się z mieczem na Luhana, a ten paruje cios i podrzyna mu gardło. To było nieprawdopodobne. Książę był świadkiem niesamowitych umiejętności chłopaka. Ale to nie był odpowiedni czas, ponieważ fearie z lochów zaczęli kierować się na powierzchnię, zaalarmowani hałasem.
-Sehun, wiej! - wykrzyczał Luhan - Jest gorzej niż myślałem.

Komentarze
Prześlij komentarz