9 - Nie można wiecznie uciekać przed uczuciami.
Był wyjątkowo deszczowy dzień. Woda spływała po szybie tworząc mały wodospad. Szarość jaka przedzierała się do pomieszczenia sprawiała, że wydawało się ono jeszcze smutniejsze. Dźwięk gotującej się wody zakłócał rozbrzmiewanie kropel, które rozbijały się o szybę. Drobny chłopak stał przy oknie, szukając czegoś, a raczej kogoś. Jego białe włosy były teraz roztrzepane na wszystkie strony. Blada skóra uwydatniała podkrążone oczy. Mrużył je, chcąc wyostrzyć wzrok, lecz na marne. Czarna sylwetka chłopaka, stojącego za deszczowym wodospadem wciąż była rozmazana. Była ciemną plamą na przezroczystym szkle. Po raz kolejny zmrużył oczy, ale to nic nie dawało. Im bardziej się starał, tym mocniej padał deszcz. Wyciągnął swą dłoń do szyby i kiedy dotknął jej powierzchni... obudził się.
Luhan usiadł na swoim łóżku, obejmując nogi. Próbował przypomnieć sobie sen, który od jakiegoś czasu nie daje mu spokoju. Próby analizy jednak niczego nie dawały, ponieważ pamiętał zbyt mało szczegółów. Można śmiało powiedzieć, że był w kropce. Pozostało tylko czekać aż przyśni mu się dalsza część.
Zdjął swój biały podkoszulek, który służył mu jako piżama i przetarł oczy. Za oknem było widać wstające słońce. Zapowiadała się naprawdę ładna niedziela. Luhan zebrał się z łóżka i podszedł do wielkiej szafy. Kiedy ją rozsunął został przysypany przez lawinę ubrań. - Przydałby się tu porządek - mruknął pod nosem. Podniósł z ziemi granatową koszulę i potrząsnął ją kilka razy, jakby miał nadzieję, że w ten sposób magicznie się wyprasuje. Następnie sięgnął do czarnych spodni ułożonych na półcew kostkę. Rozwinął je, od razu nakładając na blade nogi. Koszulę przerzucił przez prawe ramię i zabrał się za zbieranie ubrań z podłogi, upychając je ponownie w szafie. Chłopak poczuł ulgę, gdy zdołał ją zasunąć.
Udał się do prowizorycznej kuchni i nastawił wodę na herbatę. Wyciągnął deskę do prasowania, którą ukrywał za lodówką i zabrał się za swoją koszulę. Dokładnie ją wyprasował, przechodząc samego siebie. Gdy skończył, stanął pod słońce i przyjrzał się swojej pracy. Zadowolony, założył koszulę na swoje ciało, jednak dzwonek do drzwi przeszkodził mu w zapięciu jej. Leniwym krokiem udał się sprawdzić, kto zakłóca jego niedzielny poranek. Ku jego zaskoczeniu w judaszu zauważył sztucznie wygładzoną twarz swojej matki. Powoli otworzył drzwi i ujrzał najbardziej wymuszony uśmiech na świecie.
- Co ty tu robisz – zapytał chłodnym tonem.
- Niespodzianka! – wykrzyczała pani Kang – Nie wpuścisz mamy do środka? W końcu to ja opłacam twoje rachunki.
- Właściwie to tata – poprawił ją Luhan, odsuwając się od drzwi i wpuszczając rodzicielkę do środka.
- Ale jesteśmy małżeństwem na jedno wychodzi – poprawiła go – Poza tym nie przyszłam teraz z tobą rozmawiać.
- W takim razie co cię tu sprowadziło? Szatan? – zapytał lekko zirytowany Luhan, siadając na niepościelonym łóżku.
- Oj synku, bądź miły dla mamy. Załatwiłam ci zabezpieczenie na całe życie, ale najpierw musisz zacząć wyglądać jak człowiek – stwierdziła kręcąc nosem – Zbieraj się, jedziemy do panny Alice!
- Dlaczego miałbym z tobą jechać do wizażystki?
- Jeśli spełnisz moje dzisiejsze wymagania już do niczego cię nie zmuszę – obiecała. To była niesamowicie kusząca propozycja. Luhan byłby głupcem, gdyby nie wykorzystał prawdopodobnie ostatniej szansy na pozbycie się matki.
- Daj mi pięć minut.
Posiadłość panny Alice wygląda wspaniale. Ogród był pełen kolorowych kwiatów i słodkich posągów krasnali. W wielkiej willi wnętrze też robiło ogromne wrażenie; marmurowa posadzka, jasne ściany i ogromna przestrzeń. Nie było żadnych zbędnych elementów, z wyjątkiem jednego. Na ścianach wywieszone były zdjęcia największych gwiazd Korei Południowej. Luhan rozglądając się dookoła, nie mógł się powstrzymać od śmiechu, gdy ujrzał portret swojej matki, wiszący obok świetnego, młodego aktora Yoo Seungho. Pani Kang w tym czasie była zajęta witaniem się z wizażystką więc reakcja syna została niezauważona.
- Kochana, to mój syn Luhan – przedstawiła chłopaka, który się grzecznie ukłonił. – Proszę zrób z niego bóstwo, dziś ma wielki dzień!
- Pani syn nawet bez mojej pomocy wygląda zjawiskowo– pochwaliła Luhana, na co ten zareagował bladym rumieńcem. – Może przejdźmy do salonu, przygotowałam dla ciebie kilka rzeczy. – zwróciła się bezpośrednio do białowłosego.
Kiedy kobiety były zajęte wybieraniem odpowiedniego out-fitu, Luhan rozglądał się po pomieszczeniu. Na wieszakach nie było nic oprócz eleganckich garniturów. Kilka par butów ustawionych było w równym rzędzie, emanując bogactwem i klasą. To nieco przytłoczyło chłopaka, który na co dzień nosił luźne koszulki z napisami.
- Myślę, że w tym będzie mu idealnie! – powiedziała podekscytowana pani Kang, wręczając synowi trzy wieszaki i czarne buty. – Masz, załóż to.
Chłopak trzymał komplet granatowego garnituru od Gucciego i białą, profilowaną koszulę, zupełnie nie wiedząc co ze sobą zrobić. Na szczęście panna Alice zauważyła skrępowanie Luhana i wskazała mu drzwi do garderoby, gdzie mógł się spokojnie przebrać. Po pięciu minutach wyszedł, a kobiety w salonie zamarły.
- Kochanie wyglądasz bardzo przystojnie– stwierdziła pani Kang, zadowolona z rezultatu.
- Naprawdę w granatowym ci do twarzy – pochwaliła wizażystka wyciągając rękę w stronę chłopaka – Chodź, teraz umodeluje ci włosy i jakoś pozbędę się tych okropnych cieni pod oczami. Za trzydzieści minut Luhan będzie gotowy. A pani może poczęstuje się kawą?
- Nie, dziękuję . Chcę zobaczyć jak moje brzydkie kaczątko zamienia się w łabędzia – stwierdziła.
***
W domu państwa Oh panowała napięta atmosfera. Kucharki i sprzątaczki dwoiły się i troiły, aby wspólny obiad potężnych rodzin wyszedł jak najlepiej.
- Planujesz przyjęcie? – Sehun zapytał swoją rodzicielkę, która wszystkiego doglądała z progu jadalni.
- To miała być niespodzianka – uśmiechnęła się łagodnie w stronę syna – Mam nadzieję, że ci się spodoba.
- Skoro ty to organizujesz na pewno tak będzie – chłopak odwzajemnił uśmiech. – Kogo zaprosiłaś?
- To niech pozostanie jeszcze w tajemnicy – droczyła się i figlarnie puściła oczko.
- Mamo, nie bądź taka – Chłopak zaśmiał się, udając naburmuszonego.
- Goście będą za godzinę. Ubierz się jakoś ładnie – poleciła – Ciebie mój drogi zobowiązuje strój galowy.
- Tak jest mamo - dla żartu zasalutował przed rodzicielką i udał się do swojego pokoju.
***
Luhan jechał teraz z rodzicami luksusowym, czarnym samochodem. Oprócz nieśmiałych dźwięków, wydobywających się z radia, panowała cisza. Po drodze chłopak zastanawiał się do czego jeszcze zmusi go matka dzisiejszego dnia, ale w dalszym ciągu powtarzał sobie, iż podjął dobrą decyzję. Zastanawiająca również była obecność jego ojca. Rzadko kiedy udawali się gdzieś całą rodziną. Wyjątki stanowiły wielkie gale i ważne bankiety.
- Jesteśmy na miejscu– oznajmił szofer, zatrzymując samochód.
Luhan wyjrzał przez przyciemniane szyby auta, ale nie potrafił określić swojej lokalizacji. Wyszedł z pojazdu i ujrzał posiadłość pokaźnych rozmiarów. Ogród w porównaniu do tego u panny Alice był po prostu smutny i jeszcze bardziej przygnębiał chłopaka.
- Kolejne spotkanie biznesowe? – zapytał unosząc brew.
- Nie do końca synu – odpowiedział mu ojciec. – Wejdźmy do środka.
Wystrój wnętrza wydawał się jeszcze bardziej ponury od ogrodu. Szare ściany, ciemna, drewniana podłoga i dość mała ilość światła sprawiały, że ten dom wyglądał jak z horrorów. Nawet rodzinna posiadłość Luhana wydawała się być weselsza.
- Jesteście w końcu – zawołała drobna kobieta, zamykając moją matkę w mocnym uścisku. – Oh, toż to Luhan! Tak się cieszę, że mogę cię spotkać – wyznała cała w skowronkach. Wydawała się bardzo szczera i sympatyczna. Luhan bardzo cenił te cechy.
- Miło panią poznać – chłopak ukłonił się z uśmiechem na twarzy.
- Zapomniałabym o głowie rodziny – westchnęła – przepraszam, jestem zbyt zdenerwowana.
- Nic się nie stało. – uspokoił ją mężczyzna – Cieszę się, że w końcu się spotykamy w dobrych okolicznościach.
- Bardzo dobrych – rozpromieniła się gospodyni – Zapraszam do jadalni, mój syn zaraz się pojawi.
Luhan pominął wzmiankę o synu i niczego nie świadomy udał się za kobietą. Pierwsze na co zwrócił uwagę, to niesamowicie bogato zastawiony stół. Wszystko wyglądało bardzo elegancko nawet jak standardy wysoko postawionych rodzin.
Chłopak idąc w ślad za starszymi zajął swoje miejsce przy stole. W tym samym czasie jego oczom ukazała się znajoma sylwetka. Była ubrana w idealnie skrojony, czarny garnitur i koszulę w tym samym kolorze. Kiedy Luhan spojrzał na twarz mężczyzny stracił na chwilę oddech. I sądząc po nagłym zastygnięciu postaci, można stwierdzić, że była równie zdziwiona co Luhan.
- Sehun.
- Luhan. – powiedzieli w tym samym czasie.
- No już, siadajcie chłopcy – ponagliła pani Oh. Jej syn bez żadnego sprzeciwu zajął miejsce naprzeciwko Luhana.
- Kochanie, czyż to nie wygląda wspaniale? – zapytała swojego męża pani Kang, ignorując wrogie spojrzenie swojego jedynego syna. – Wznieśmy toast! – poinstruowała zgromadzonych i podniosła kieliszek z szampanem, przygotowanym przez wynajętych kelnerów. – Za zaręczyny i zjednoczenie się dwóch rodzin!
Zawartość trzech kieliszków na pięć została z radością wypita, a reszta wylądowała na podłodze. Dwójka chłopaków zdezorientowana szukała w twarzach dorosłych jakiś znaków. Chcieli żeby to wszystko okazało się kłamstwem. Niestety to były tylko złudne nadzieje.
- Matko, nie masz prawa podejmować takich decyzji! – wykrzyczał Luhan – Przekroczyłaś wszelkie granice.
- Nigdy ich zbytnio nie przestrzegałam – westchnęła kobieta, nic sobie z tego nie robiąc.
- Nie wyjdę za tego chłopaka z rozdwojeniem jaźni! - wykłócał się syn pani Kang.
- Przynajmniej nie jestem parszywym oszustem – odgryzł się Sehun. – Mamo, dlaczego postawiłaś mnie w tak niezręcznej sytuacji? – zapytał ale nie dane mu było usłyszeć odpowiedzi, ponieważ Luhan nie dał za wygraną.
- Oszustem? Ja? Bo co? Grałem w grę fantasy i byłem lepszy od ciebie? – prychnął – To ty masz te swoje humorki! Raz jesteś sympatycznym i miłym chłopcem... Raz dzielnym i podążającym za swoim klerykiem wojownikiem... A potem zachowujesz się jak rozwydrzone dziecko! Nawet nie potrafię znaleźć na to logicznej odpowiedzi. Może mnie oświecisz dlaczego jesteś taki dupkiem?
- Jesteś słaby – zaczął brunet– Nigdy nie sądziłem, że postać, którą się fascynuje i uważam za kogoś naprawdę dzielnego jest taka słaba! Gdy tylko pierwszego dnia zobaczyłem cię na uczelni zacząłem się zastanawiać w jaki sposób selekcja naturalna cię nie wykluczyła – zaśmiał się, a wszyscy zgromadzeni wsłuchiwali się w jego słowa. Ojciec Luhana był zdenerwowany natomiast jego matka kiwała głową, zgadzając się z młodzieńcem. Pani Oh była w szoku, że jej kochany syn jest w stanie wypowiedzieć tak ciężkie słowa. – Jesteś potwornie słaby – powtarzał ten zwrot jak mantrę – Jesteś słaby, dlatego nie chcę cię zniszczyć.


Komentarze
Prześlij komentarz